Czarnobyl

REKLAMA

Pod choinkę dostałem książkę Swietłany Aleksijewicz, zatytułowanej „Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości”. Odłożyłem ją ja półkę i przeczytałem dopiero teraz. Jestem pod ogromnym wrażeniem, jestem wstrząśnięty.
W kwietniu 1986, w czasie awarii czwartego reaktora elektrowni atomowej w Czarnobylu byłem na kontrakcie w Afryce, próbując poprawić nieco byt materialny swojej rodziny, a żona z dziećmi łatała biedę w Polsce. O awarii dowiedziałem się po fakcie, z jej listu. Co pozostało w mojej pamięci? – Że miał miejsce jakiś tam pożar i wyciek radioaktywny, że pożar ugaszono a reaktor skutecznie zabezpieczono, obkładając go czaszą azbestowo – cementową. Koniec. Kropka!. Żona, co prawda narzekała na zachowanie naszych władz, na brak rzetelnych informacji, na perfidię Urbana, wtedy rzecznika rządu, który namawiał do uczestniczenia w pochodzie 1-majowym, gdy powietrze było skażone, ……..
Czarnobyl położony jest na wysokości Kijowa, blisko granicy z Białorusią. Ruch powietrza 26 kwietnia, w dniu wybuchu, przenosił całą chmurę radioaktywną na północ, na Białoruś, a potem rozprzestrzeniała się ona zgodnie z prądami atmosferycznymi, siejąc swoją śmiercionośną zawartość praktycznie na cały glob. Największe, śmiercionośne uderzenie, poza częścią Ukrainy, poszło więc na Białoruś, skażając w ogromnym stopniu, w stopniu uniemożliwiającym normalną egzystencję ludzi i zwierząt, niemal trzecią część tego kraju (jeśli wierzyć danym z książki).
Książka zawiera indywidualne świadectwa kilkudziesięciu osób, poszkodowanych przez ten żywioł, mieszkańców skażonych terenów jak i uczestników akcji ratowniczej – strażaków, żołnierzy i osób cywilnych zmobilizowanych do akcji, dobrowolnie lub podstępem.
W akcji ratowniczej wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy w ogromnej większości nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia i nie byli wyposażeni w odpowiedni sprzęt zabezpieczający, o ile można w ogóle określić taki sprzęt w sytuacji, gdy wszelkie przyrządy pomiarowe wskazywały poziom skażenia promieniotwórczego wykraczający poza skalę tych przyrządów.
Ci ludzie, gaszący pożar reaktora, budujący potem jego „sarkofag”, prowadzący ewakuację a właściwie wysiedlanie mieszkańców z miejsowości najbliższych elektrowni, wykonujący dezaktywację terenu, …., umierali potem masowo w okresie od kilku miesięcy do kilku lat od akcji, w zależności od poziomu napromieniowania i odporności własnego organizmu. W międzyczasie obcowali ze swoimi bliskimi i płodzili dzieci, które rodziły się najczęściej jako kalekie albo chore na białaczkę. Mówimy – przypomnę – o dziesiątkach tysięcy ludzi.
Nieprawdopodobne tragedie ludzkie, opowiedziane bez upiększeń i makijażu, szczerze i prostymi słowami. Opowiedziane przez ludzi prostych i przez specjalistów – lekarzy, nauczycieli, fizyków pracujących w instytutach, urzędników różnych szczebli administracji, …. Relacje przedstawione na tle ich życia, różnych powiązań rodzinnych, zawodowych i społecznych. Próbujące wyjaśnić, dlaczego wzięli udział w akcji, często jako ochotnicy. Opisujące poziom ich świadomości, różnego typu powiązania i zależności.
Zdecydowana większość z nich nie miała pojęcia o ryzyku na które zostali narażeni i na które narazili swoje rodziny, swoich najbliższych.
Czytając tą książkę widzimy skalę katastrofy, skrzętnie wtedy ukrywaną, przykrywaną propagandą i celowym lekceważeniem. Obok współczucia dla tysięcy osób, które sprowadziły na siebie przedwczesną śmierć własną, często w męczarniach i dla ich rodzin ponoszących tego konsekwencje, z kalectwem i śmiercią „zarażonego” potomstwa włącznie, odczuwa się wdzięczność za ich postawę, dobrowolną lub wymuszoną, ponieważ dzięki temu nie doszło do wybuchu reaktora, który z pewnością spowodowałby wybuch trzech pozostałych. Trudno sobie wyobrazić skutki takiego zdarzenia. Z pewnością przestałby istnieć Kijów, przestałby istnieć Mińsk, większość Ukrainy i Białorusi nie nadawałaby się do zamieszkania przez setki lat. Co by się stało z Polską i wieloma innymi krajami nad którymi przeszłaby potężna chmura radioaktywna, siejąc śmierć?
Książka jest również wspaniałym studium człowieka radzieckiego (homo sovieticus), wyjaśniającym wiele spraw i postaw, które są trudne do zrozumienia dla nas i zupełnie niezrozumiałe dla społeczeństw Zachodu, na przykład ciągle wysokie poparcie dla Putina. Nie wypadało odmówić udziału w akcji, bo można było stracić legitymację partyjną lub stanowisko. Wielu wzięło w niej udział dla wysokich profitów pieniężnych i dyplomów, otrzymywanych w czerwonej teczce z wizerunkiem Lenina. Używany w akcji sprzęt, pozostawiony na miejscu z uwagi na silne napromieniowanie, został rozgrabiony przez złodziei i sprzedany w innych częściach kraju. Wysiedlano całe wioski a równocześnie obsiewano pola kołchozowe i uzyskane plony konsumowano. Zagarnięte krowy, tuczniki, drób, które miały być zutylizowane, przerobiono po uboju i sprzedano ludności w całym kraju, bo przecież „nadal obowiązywały plany dostaw mięsa, mleka i płodów rolnych”, …..
Wszystko utajniano, żaden szczebel administracyjny nie podejmował działań bez „wytycznych z góry”. Na samym szczycie drabiny stał wtedy Gorbaczow a ten zabrał głos dopiero po kilku dniach i to w tonacji, że nic wielkiego się nie stało. Najbardziej jednak razi w wypowiedziach świadków ich poczucie spełnionego obowiązku wobec swojej wielkiej ojczyzny (ZSRR), spełnienia obowiązku patriotycznego w takim samym stopniu, w jakim ich ojcowie i dziadowie spełnili go w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.
Gorąco tą książkę polecam. Przeżyłem w PRL-u kilkadziesiąt lat. Wiele widziałem i przeżyłem. Mimo to dużo się z niej dowiedziałem.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.

9 Komentarze

  1. Ja przeżyłem w PRLu tylko 13 lat i dziękuję Cthulhu, że tylko tyle. Chociaż w PGRze i mój ojciec nadal ma styl myślenia homo sovieticus. To zostaje.

    • Tak, to zostaje. Nawet u ludzi, którzy maja świadomość zmian, którzy myślą inaczej, czasem nagle włącza się ni stąd ni zowąd tryb „homo sovieticus”. Sam u siebie zaobserwowałem to kilka razy. Jest to bardzo nieprzyjemny moment, gdy zdajesz sobie sprawę, że coś zgrzytnęło właśnie. 😉

  2. Ja z kolei czytam Czasy secondhand. Czytam, bo nie sposób przeczytać to szybko. Trzeba powoli przeżuwać. Podtytuł – koniec czerwonego człowieka nie zgadza się z rzeczywistością. Tak jak słusznie napisał Haji to zostaje. Beznamiętne wywiady Aleksijewicz nie pozostawiają cienia wątpliwości – żyjący do dziś sowieci, tęsknią za dawnymi, dobrymi czasami i będą trawę żreć, byle narzucać innym swoje poglądy (jeszcze jeden rys Kaczyńskiego wspólny z nimi). Dawniej mogliśmy mieć złudzenia, że to car, a potem gensek, a nie Rosjanie. Demokratycznie wybrany Puttin jest ucieleśnieniem ich woli. My mamy też demokratycznie wybranego prezydenta i Sejm. Teraz wypada czekać, aż zobojętniała część narodu zrozumie, że ma rękę w nocniku.

  3. Podobało mi się, jak podczas konferencji w Brukseli Tusk rozjechał walcem Dudę. Kaczorowi pewnie się debata przypomniała, gdzie dostał podobne baty.

    • A mimo wszystko wydaje mu się (Dudzie), że jest inteligentny. Kumatego to by prezio na tym stołku nie posadził. Zbyt dużo by ryzykował. Posadził więc posłusznego i wiernego sobie kmiota.

      • jak był Marcinkiewicz, który może za bardzo inteligentny nie był, ale rzutki i energiczny. to po pół roku już kaczor go wy… za dobrze był odbierany. a to kaczor ma być dobrze odbierany 😛

        • Myślę, że historia oceni go gorzej niż Jaruzela. Ten ostatni był zaprzedanym Moskwie komuchem ale jego postępowanie było stałe i przewidywalne. Kaczyński natomiast jest zwyczajną, obłudną mendą, karmiącą się konfliktami i sianiem nienawiści.

          • tak jak już kiedyś powiedziałem: „Kaczyński Jarosław jest jedyną znaną mi osobą, która jest naprawdę zła”. już nie chodzi nawet o to, że człowiek dobry nigdy nie powie o sobie „we mnie jest czyste dobro”, tutaj chodzi o czynione z premedytacją zło, które jego współobywatelom przysparza wielu kłopotów, trudności, zmartwień i bólu.

Komentowanie jest wyłączone.