Kiedy rzeczywistość przerasta satyrę

REKLAMA

Jest takie miejsce, w którym świat ograniczony jest do jednego mrocznego pomieszczenia. W owym tajemniczym pokoju, za ogromnym, nieco staroświeckim biurkiem, siedzi człowiek – z posępną miną, ze zmarszczonym czołem, wskazującym na zamyślenie i zaciśniętymi ustami. Człowiek ten chwilami bywa zagniewany, chwilami nieporadny – a to sobie utytła krawat bezą, a to nie wie, jak odebrać telefon, ale już na pierwszy rzut oka widać, że przez osoby, zjawiające się u niego, darzony jest nie tyle szacunkiem, co respektem. Kurczą się oni przed nim i zginają w uniżonej postawie. Za plecami Prezesa, bo tak wszyscy zwracają się do niego, krąży oddany i służalczy Mariuszek, gotów nawet przełknąć kocią karmę, by sprawdzić, czy nie jest zatruta. Bo Prezes ma kota – kota, co prawda, nikt nie widział, ale czasami można usłyszeć jego pomiaukiwanie. Więc kot jest i jest ważny dla Prezesa.

Można powiedzieć, że świat Prezesa ogranicza się do tego mrocznego pokoju. To do niego przychodzą rozmaici ludzie, których mierzy groźnym spojrzeniem i do których zwraca się tonem, nieznoszącym sprzeciwu. A do tej pory przez malutki świat Prezesa przewinęła się prawdziwa galeria postaci. Odwiedzili go między innymi szalony Antoni, frywolna Pani Jola ze Słupska, uśmiechnięta Pani Ania, Pan Marek, porywcza Pani Krystyna, Pani Beata o jęczącym głosie i nawet kanclerz Angela. Patrząc na gości Pana Prezesa można przypuszczać, że drzwi do pokoju są magiczne. Po ich przekroczeniu każdy zakłada maskę uczniaka, drżącego przed zbyt wymagającym nauczycielem.

Dostępu do pokoju, niczym Cerber, pilnuje Pani Basia – energiczna, głośna i wiedząca, co dzieje się w gabinecie. Przed drzwiami siedzi ten, który rzadko ma przywilej oglądania Prezesa – Pan Andrzej. Siedzi, czekając na swoje pięć sekund i na łaskę Prezesa, która może spłynąć na niego w każdej chwili.

A teraz zmieniamy nieco kąt widzenia kamery. Jest taki kraj, w którym rzeczywistość przerosła satyryczny program. Tak, tak… powyżej opisałam serial kabaretowy, realizowany przez Roberta Górskiego. W tym kraju mamy prezydenta, który poza funkcjami reprezentacyjnymi podczas uroczystości i podpisywaniem ustaw, ma niewiele do powiedzenia. A skoro ma niewiele do powiedzenia, to większość czasu spędza na nartach. Z czym się nie kryje. Prezydent, będący jednocześnie zwierzchnikiem sił zbrojnych, jest bezsilny wobec Ministra Obrony Narodowej, który niszczy armię i wprowadza w nią chaos. Prezydent rzekomo ma dobry kontakt z Ministrem, regularnie spotyka się z nim, popiera jego decyzje i nie widzi niczego niepokojącego. Chociaż ostatnio coś go najwyraźniej zaniepokoiło, skoro wystosował list do Ministra (z którym rzekomo często się spotyka), a odpowiedź na list nie była dla niego wystarczająca. Więc Prezydent, zwierzchnik sił zbrojnych, wystosował oficjalne zaproszenie dla Ministra, prosząc go o spotkanie. Minister wyraził zgodę, ale u Prezydenta zjawi się za kilka dni. Kto tu czyim jest więc zwierzchnikiem?

W kraju tym mamy też premiera, a raczej Panią Premier. Bo kobieta jakoś lepiej prezentuje się na tym stanowisku i zawsze można powiedzieć, że jest to krok ku równouprawnieniu kobiet, również w świecie wielkiej polityki. Pani premier zasadniczo od roku mówi to samo, czyli nic konkretnego, bo pochwalić za bardzo nie ma się czym. Niby ma rząd, którego sama nie stworzyła, nimi ma pod sobą ministrów, którymi w rzeczywistości nie kieruje. Niby reprezentuje kraj za granicą, ale tylko na niby, bo w rzeczywistości wypełnia polecenia jednego człowieka. Człowieka, który nie miał odwagi wziąć na siebie odpowiedzialności za kraj, ale od niego wychodzą wszystkie dyspozycje i to on podejmuje ostateczne decyzje. Cała reszta tańczy, jak on zagra.

Świat w tym kraju jest znacznie większy od mrocznego pokoju, a pokój rozrósł się do siedziby partii na ulicy Nowogrodzkiej. To tam właśnie omawiane są najważniejsze sprawy. To tam urzęduje Prezes, kiedy nie ma go w Sejmie. W rzeczywistości bowiem Prezes jest zwykłym posłem. Do Prezesa jadą w lśniących limuzynach ministrowie przed oficjalnym spotkaniem rządu.

Z Prezesem liczy się każdy. Nawet ten, kto uważa, że liczyć się nie trzeba, ma świadomość, że bez skinięcia głowy Prezesa nic wydarzyć się nie może. Nawet poza granicami kraju wiedzą, że tak naprawdę i Premier, i Prezydent, i wszyscy Ministrowie to pionki. Pionki w grze Prezesa. Więc przymykają oko na fanaberie Prezesa, chociaż większość pewnie puka się w czoło na samą myśl o tym, jak kraj, który wywalczył sobie demokrację, godzi się na taki kabaret, przenosząc go na arenę międzynarodową. I podejmują z nim dialog, bo może i lepiej rozmawiać z Prezesem niż wysłannikiem, który przekazuje jego polecenia.

Podziwiam twórców „Ucha Prezesa”. Zrobienie kabaretu z kabaretu w taki sposób, że jest śmieszny, to prawdziwy majstersztyk. Obawiam się jednak, że rzeczywistość staje się coraz bardziej śmieszna od tego, co da się zamknąć w kilkunastominutowym odcinku. Obyśmy tylko po zakończeniu tego, który trwa od ponad roku, nie śpiewali baranim głosem.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.