No money no honey

REKLAMA

No money no honey

Kilkanaście lat temu, czytelnicy oburzali się, jeśli w gazecie pojawił się tekst o charakterze reklamowym, który nie został odpowiednio oznaczony. Zwykle to były słowa: „Artykuł sponsorowany” nad tytułem artykułu. To wcale nie musiał być tekst pozbawiony wartości. Mógł być przydatny. Jednak odpowiednie oznaczenie ostrzegało czytelnika. Być możne bowiem taki tekst będzie informacje podawał w sposób subiektywny. Jeśli autor opisze jakiś produkt, to może pominie jego wady? Zatem oznaczenie takiego tekstu było oczywiste.

Potem media przeniosły się do internetu. Reklamy stały się coraz bardziej nachalne. Atakowały czytelników agresywnie. Przesłaniały treść strony. Wyskakiwały niespodziewanie. Atakowały dźwiękiem. W tradycyjnej gazecie reklama nie ogłuszy czytelnika nagłym hałasem. W internetowej wersji to możliwe. Czytelnicy zaczęli się bronić. Reklamodawcy zaś zaczęli wymyślać sposoby na dotarcie do odbiorców nawet wbrew ich woli. W polskim internecie pojawił się portal „NaTemat” To właśnie w nim zabłysnął Tomasz Machała znany dziś z afery w „Wirtualnej Polsce”. No money no honey. Zysk był na pierwszym miejscu.

Rewolucja reklamowa

Portal wymyślony przez Tomasza Lisa, był pierwszym, który w tak powszechny sposób zacierał różnicę pomiędzy reklamą a normalną zawartością. To właśnie tam zamiast „artykuł sponsorowany” nad tytułem, zaczęła pojawiać się informacja pod tekstem brzmiąca często „artykuł przygotowany we współpracy z …” i tu nazwa firmy. Dziś Lis kreuje się często na Katona polskiego dziennikarstwa. A Machała poszedł krok dalej. Krok? Kilometry dalej.

Wirtualna Polska pod jego kierownictwem umieszczała pochwalne teksty o Ministerstwie Sprawiedliwości Ziobry. Przyjmowała za to duże pieniądze. Wiele artykułów sygnowali fikcyjni dziennikarze Krzysztof Suwart i Krzysztof Major. Pisali teksty i konsultowali je z decyzyjnymi urzędnikami. Prawdopodobnie konsultowali je nawet z żoną Ziobry. Ponieważ dotyczyło to sfery polityki, więc wybuchła afera. Nie tylko ukrywano reklamę, ale też uprawiano korupcję polityczną. Czy czytelnik może jeszcze ufać dziennikarzom i jakim? Czy „dobra zmiana” w ten sposób likwiduje niezależność mediów? Zapewne portal WP stanie się symbolem korupcji politycznej. A może to po prostu znak czasów, tak oto rozkwitła epoka cyfrowa?

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.

1 Komentarz

Komentowanie jest wyłączone.