Parada oszustów

REKLAMA

Kaczyńskiemu więdnie fujara

Dziś prezes Kaczyński, krzyczy, że ma do czynienia z opozycją totalną, partią zewnętrzną, zdrajcami, elementem animalnym, osobnikami specjalnej troski i gorszym sortem. W zasadzie nie ma tygodnia by nie padły z jego ust kolejne obraźliwe wyzwiska.

Prawo i Sprawiedliwość to partia ideowa. Podczas wielu lat istnienia partii wielokrotnie podkreślał to zarówno Jarosław Kaczyński, jak i wielu innych polityków tej organizacji. PiS obiecywał wyższe standardy moralne i polityczne, wielokrotnie też jednoznacznie opowiadał się po stronie Kościoła Katolickiego i wskazywał jako swych patronów przedwojenne autorytety polityczne.
Przypomnijmy kilka charakterystycznych cytatów:

Wniosek jest jasny: musimy być twardą opozycją. Tylko że ta twardość musi być przemyślana. Na pewno nie będziemy próbowali przewyższać Platformy w knajackich atakach, bo to jest po prostu niemożliwe. Nie mamy zresztą ludzi w typie Niesiołowskiego, Nowaka czy Grupińskiego. Ja też nie bardzo nadaję się na Tuska – nie wychowałem się jednak na podwórku, jak on sam to przyznaje, ale w trochę lepszych miejscach. Mam więc pewne opory przed łganiem w żywe oczy. Musimy być twardą opozycją także dlatego, że obawiam się, że media zaniechają swojej funkcji kontrolnej wobec nowej władzy.

W dzisiejszej Polsce stosuje się powszechnie goebbelsowską metodę „Kłam, kłam, a coś z tego zostanie”. Jest to zasada groźna dla demokracji, bowiem tam, gdzie niknie związek między słowem a rzeczywistością, tam i demokracja zaczyna działać źle.

Wystarczy opisać jedno posiedzenie, fragment jednego posiedzenia Sejmu, kiedy przewodniczył marszałek Komorowski, usłyszeć jego mentorsko-rezonerski styl, żeby uznać, że Bóg nie obdarzył go cechami, które są potrzebne, aby wypełniać tę funkcję dobrze.

A jak wyglądała praktyka PiS w zakresie dochodzenia do władzy, sprawowania władzy i wreszcie teraz pozostawania w opozycji parlamentarnej.

Jak PiS przestrzega wysokich standardów moralnych, które deklaruje?

Przed wyborami w 2005 roku Jacek Kurski „ujawnia”, że dziadek Donalda Tuska był w Wermachcie. Nie wspomniał o tym, że dla Kaszubów nie była to kwestia wyboru. Niemcy traktowali ich formalnie jako obywateli swojego państwa i powoływali do wojska. Na dodatek Kurski kłamie, że dziadek Tuska był ochotnikiem. Formalnie Kurski zostaje zawieszony w PiS, ale trwa to bardzo krótko i w rezultacie, po zwycięskich dla PiS i Lecha Kaczyńskiego wyborach, polityk ten nie ponosi żadnych konsekwencji.

Drugim przykładem etyki praktycznej PiS jest korupcja polityczna prowadzona przez wiceprezesa Adama Lipińskiego. Usiłował on przekupić Renatę Beger z Samoobrony oferując za przejście do PiS stanowiska państwowe.
Jednym z ministrów rządów był Wojciech Jasiński, którego rola wcześniejsza w tworzeniu imperium finansowego partii Kaczyńskich – Porozumienia Centrum, jest ważna, a działalność biznesowa nie do końca jasna. Nadal jest to jeden z najważniejszych ludzi w partii rządzącej.
Kolejna ciemna karta to dawny peerelowski sędzia Kryże, który znany jest z wyroku skazującego opozycjonistę Bronisława Komorowskiego. Okazało się, że w znanej ze standardów moralnych partii, ten peerelowski aparatczyk znalazł swoje miejsce. Dziś do pisowskich komuchów dołączył jeszcze prokurator stanu wojennego Stanisław Piotrowicz.
Charakterystyczne jest też powołanie tzw. Zespołu Macierewicza i ludzie, którzy w nim podjęli działalność.
Zastępcą Macierewicza w tym zespole jest wymieniony już Stanisław Piotrowicz, kolejny obok Kryżego aparatczyk PRL. W stanie wojennym był prokuratorem oskarżającym w sprawach politycznych. Oznacza to, ze musiał być wyjątkowo dyspozycyjny.

Jeden z ekspertów zespołu profesor Rońda kłamał w sprawie dowodów dotyczących katastrofy w Smoleńsku. Jak się okazało, wiele lat temu pisał ogromnie krytyczne listy na temat polskiej prawicy do tygodnika „Nie”.
Kolejny ekspert pochodzący z USA Chris Cieszewski, przed swoim wyjazdem na początku lat osiemdziesiątych był tajnym współpracownikiem SB.
Sam zaś Antoni Macierewicz znany jest z opublikowania tzw. listy Macierewicza. Była to lista, która miała zawierać nazwiska znanych osób ze świata polityki, które współpracowały ze służbą bezpieczeństwa PRL. W praktyce okazało sie, że na tej liście umieścił wrogów politycznych swoich i braci Kaczyńskich. Znalazł się tam Wiesław Chrzanowski, wówczas szef partii, do której należał Macierewicz. Sad później potwierdził jego niewinność. Drugą ze znanych osób, był prezydent Wałęsa, on także znalazł się na liście bezpodstawnie.
Dziś po latach ci sami ludzie tworzą tzw. komisję smoleńską. Uzupełnioną o kolejnych tajnych współpracowników SB, komuchów z PZPR i wreszcie – last but not least – zwyczajnych idiotów.
To tylko najbardziej znane dowody na to, że PiS i Jarosław Kaczyński z moralnością i etyką niewiele mają wspólnego i że w partii oraz wśród współpracowników tolerowane i wykorzystywane są osoby podejrzanej konduity.

Żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne.

To freudowskie przejęzyczenie najlepiej oddaje sens działalności tej partii i samego prezesa.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.