Sekta

REKLAMA

Jakie to jednak jest smutne, że ludzie w swej masie są aż tak bardzo nieskomplikowani.

Są takie dość tajemnicze dziedziny, tajemnicze z racji używanego zestawu pojęć i hermetycznego języka, które od razu przywodzą na myśl zaawansowaną wiedzę, przemyślność, krąg wtajemniczeń i tryumf profesjonalizmu nad improwizacją.

Propaganda, socjotechnika, target, przekaz podprogowy, grupa docelowa i takie inne ble, ble – a kiedy się bliżej przyjrzeć… no właśnie. Za tym całym, bogatym zestawem technokratycznego podejścia do manipulacji kryje się ostatecznie parę dość prostych prawd ubranych w naukowo i dostojnie brzmiące formułki. I tak, niespodziewanie, choć z początku mieliśmy wizję sterylnego personelu w białych fartuchach, lśniącego obcością zestawu laboratoriów, pracujących pełną elektryczną parą superkomputerów w klimatyzowanych pomieszczeniach – kończymy na klepisku, po którym czerwony z wysiłku cham w butach z cholewami wali na odlew cepem.

I to wystarcza.

Tak, okazuje się, że aby propaganda była skuteczna, musi być głupia, chamska, nachalna, nieprawdopodobna i żałośnie prymitywna. I uparta, dokładnie jak ten chłop, walący młóckę.

Pewnie czytaliście tu i ówdzie o sektach. O ludziach którzy po kilka razy przesuwają daty końca świata za swojego życia. O ludziach, którzy popełniają zbiorowe samobójstwa, bo tak im guru kazał. O ludziach, którzy wierzą w rządzące nami jaszczury, w płaską Ziemię zaludnioną pradawnymi siłami tworzącymi piramidy, czy co tam jeszcze ciemnota najżałośniejszych zakamarków umysłu wymyślić zdoła.

Ba, tacy ludzie mogli pukać i do waszych drzwi, zdarza się. Jakiś napruty degenerat potrzebował kasy na swoje nałogi, więc założył religię w pijanym widzie, do której powklejał losowo przywidziane w delirium bzdury. A teraz, sto lat po tym, jakieś ludziki pukają wam do drzwi i z przejęciem chcą wam przekazać informację, że macie szansę znaleźć się w tych siedmiu czy tam siedemdziesięciu tysiącach sprawiedliwych, musicie tylko wypełnić pijany zwid proroka.

Folklor? Może. Ale o wszystkich barwach i odcieniach władzy i pieniędzy: może być Bogu ducha winny szaraczek, który wam wciska jakieś kolorowe religijne pisemka, a może być wpływowa organizacja, piorąca pieniądze i niszcząca ludzi od pstryknięcia, która szczerzy się do nas hollyłódzkim uśmiechem  Toma Cruise, czy innego tam aktorskiego bezmózga.

Powiecie, że to skrajności. Że to nas nie dotyczy. Że przecież trzeba być ostatnim idiotą i pierwszym głupcem, żeby wierzyć w takie brednie.

Naprawdę?

No to wam coś powiem.

Mogę na to popatrzeć nieco z boku, bynajmniej nie dlatego, że jestem mądrzejszy od was – bo nie jestem, i zapewne na poszczególnych etapach życia także łykam podgrzane dla mnie kluski propagandowych bredni, niczym głupia gęś. Mogę patrzeć na to nieco z boku, bo na stałe nie mieszkam w Polsce. Do Polski przyjeżdżam dwa – trzy razy do roku. I patrzę na zmiany. I widzę ostrzej. A ostrzej widzę dlatego, że zmiany zachodzą kolosalne.

Aby skrótowo, a jednocześnie trafnie przybliżyć temat: dla sprawdzenia skali zmian nie cofam się przed działaniami ryzykownymi, nużącymi i obrzydliwymi. I tak na przykład włączam sobie po przybyciu TVP Info.

I możecie mi wierzyć: to jest za każdym razem niebywały szok. ZA KAŻDYM RAZEM. Od kilku już lat. Leci to TVP Info, a ja wybucham śmiechem przy co zabawniejszych kawałkach, po czym patrzę po miejscowych, współoglądających, i… wiem, że podzielają moje poglądy. Wiem, że mniej więcej patrzą podobnie na rzeczywistość. I nie rozumieją mego śmiechu pełnego grozy.

Jak powoli gotowana żaba nie wyskoczyli w porę z gara i przestali widzieć pełną skalę absurdu, który leje im się w uszy. Racjonalizują ten wylew najprymitywniejszych śmieci, dopatrują się drugiego dna w najobrzydliwszej płaskiej propagandzie, starają się tłumaczyć mi rzeczy niewytłumaczalne.

Będąc w szambie przesiąka się smrodem.

A to są ludzie myślący, znam ich. Krytyczni, dzielący włos na czworo.

To co zrobiono z mózgami poczciwej tłuszczy? Widzę to ostrzej za każdym razem, gdy przyjeżdżam.

Polska dziesięć lat temu, tout proportion gardees, była dość normalnym krajem europejskim. Aż za normalnym, zważywszy na przemiany ostatniego półwiecza.

A teraz, przy moich copółrocznych peregrynacjach?

Oto Polska mojego dzieciństwa: kraj żywego absurdu, kraj zbiorowego amoku, kraj napięcia nacjonalistycznego przechodzącego w histerię, kraj nieustającej wojny ideologicznej przebiegającej w poprzek wszelkich warstw społecznych i familijnych, kraj nagle trącony bezustannym rozważaniem rzeczy nieistotnych kosztem swojej przyszłości, kraj zarażony zbiorowym szaleństwem mesjanistycznego filozofowania tam, gdzie trzeba wbić gwóźdź i pomalować płot.

Wygląda to trochę tak, jakby ćwierć wieku nagłego rozsądku Polaków i ich dążenia do bycia normalnym zachodnim krajem nagle strasznie się znudziło, skutkiem czego wskoczyliśmy w stare koleiny narodowego szaleństwa, niczym królik do cylindra magika (szapoklaka, wiem, wiem, tak to się nazywa naprawdę).

Dlaczego tak się stało? Wiem, nie jestem obiektywny, ale nawet ci z was, którzy się ze mną nie zgadzają, którzy są po innej stronie barykady: czy wyjaśnicie mi fenomen tej nagłej radykalizacji społecznych postaw Polaków? Ja wiem, czasy są trudne, wojna jest, ALE TO ZASZŁO PRZED WOJNĄ, nadmieniam.

Otóż mnie się tak zdaje, że dlatego tak się stało, że, jak nadmieniłem w pierwszym zdaniu niniejszego artykułu – my, ludzie, przy całej swojej złożoności, jesteśmy jednak potwornie nieskomplikowani (nie wyłączając niżej podpisanego). Proste środki walenia cepem po gumnie dadzą w końcu efekty – goebbelsowskie kłamstwo tysiąc razy powtarzane nie musi stać się prawdą, ale może stać się ćwierćprawdą, półprawdą, trzyczwartprawdą. No, może i ruskie nie wysadzili Tupolewa, ale popatrz, jak się zachowują teraz… Może chociaż mgłę rozpylili?

A metody działania dokładnie jak ten cep: proste, twarde, nieskomplikowane. Opierające się na wbijaniu do łbów kłamstwa, na braku cieniowania, na wrzaskliwym pompowaniu nieracjonalnych racji, na prymacie propagandowego hasła nad argumentem, na odwoływaniu się do uprzedzeń, jaskrawości, plakacie, czerni i bieli chlapanych bez umiaru i pomyślunku.

Na słowach, słowach, słowach – wbrew myślom.

Pytasz o to, co można by zrobić, aby wyjaśnić podejrzane dojście PiS do władzy dzięki rosyjskim podsłuchom po restauracjach? Dostajesz materiał w TVP o Sikorskim. Pytasz o list Morawieckiego do przedsiębiorców, w którym określa Europę Zachodnią jako moralne bagno i formułuje treści godne dżihadystycznego imama – dostajesz „Fur Deutschland” za nalanym fałszywą nobliwością obliczem Holeckiej. Pytasz o to, dlaczego ideologiczne oblicze obecnej władzy jest tak niepokojąco zbieżne z ideologią modną obecnie na Kremlu – dostajesz lamenty o Cedyni, krzyżakach i odwiecznej wrogości Niemców. Pytasz o to, dlaczego nasze rządy tak długo stawiały na współpracę z jawnie prorosyjskim Orbanem, albo zapraszały siedzącą w kieszeni Putina Le Pen do Warszawy – dostajesz bredzenie o lewackim gejowskim spisku Europy Zachodniej, która chce abortować i eutanazjować.

To nie jest żadna dyskusja. To jest robienie ludziom z mózgów gówna. To jest działanie na najprostszych instynktach, to orwellowskie szukanie wroga zewnętrznego i wewnętrznego dla utrzymania władzy, to robienie ludziom wody z mózgu tylko po to, żeby utrzymać się przy władzy.

I – przykro to rzec – działa. Bo może i my nie jesteśmy ciemnotą, która wierzy tym bałwanom z Solidarnej Polski, ale wiecie, coś jest na rzeczy: nigdy nie będzie Niemiec Polakowi bratem, a Europa to nas wydymać chce…

Jestem to mniej więcej co pół roku, i za każdym razem włosy bardziej mi dęba mi stają. A – Bóg łaskaw – mimo wieku jedynie siwieję, a nie łysieję.

To nie wygląda dobrze, kochani. Kłamstwo sączone przez dekadę naprawdę zmieniło oblicze „tej ziemi”. Na coś, czego większość obywateli w roku dajmy na to 1989 nie chciałaby oglądać i od czego odwróciłaby się z obrzydzeniem.

Nie jestem prorokiem. Nie roszczę sobie prawa do przewidywania przyszłości. Ale jedną rzecz widzę jasno, i myślę, że wy też. Ta władza się kończy. Popełniła tyle nieprawości, tyle zniszczyła, sprzeniewierzyła i ukradła, że nadchodzi jej kres. Chyba większość już to czuje.

Myślę, że podobnie jak w roku 1989 puszczą tamy. Cały ten parujący nieprawością gnój się rozleje. Żyjemy w czasach, kiedy informacje nie giną: wszystko zostaje na takim czy innym serwerze. Wyobraźcie sobie, czego dowiemy się o obecnej władzy, kiedy prokuratury nie będą od niej zależne: wobec tej skali nieprawości, którą znamy już dziś.

Tamy puszczą, nadejdzie zbiorowe katharsis, ludzie z niedowierzaniem będą spoglądać za siebie i pytać: „Jak to było możliwe?”

Legitymacje PiSu podzielą los legitymacji PZPR, mało kto będzie chciał się przyznać do kolaboracji z obecnym reżimem, a ludzie, którzy dzięki obecnemu nomenklaturowemu złodziejstwu się wzbogacili – sprawdzoną ścieżką i metodą zamilkną, znikną, i będą trawili owoc swojej nieprawości. Jako byli Wallenrodzi.

Ale jad zostanie. Na pokolenia. Ten jad, sączony tylko po to, żeby jeden staruszek z Żoliborza jeszcze miał troszkę te swoje psychopatyczne przyjemności i żeby jego gwardia jeszcze choć troszkę pobyła przy żłobie – przeżyje i staruszka i jego dwór.

Tamy puszczą, zmiotą ten cały porąbany pisi wytwór, wstyd będzie ogromny – ale kupa szlamu zostanie.

Bo jest naturalny psychologiczny opór. Całe rzesze ludzi w duchu zacnych, naprawdę patriotycznych, zaangażowanych – uwierzyło w słowa nienawiści, które ubrały się w piórka patriotyzmu i bogobojności. I dlatego zostali chrześcijańskimi nienawistnikami, wolnościowymi zamordystami i przenikliwymi ślepcami.

I jak teraz mają się tego wyrzec? Jak mają przyznać, że ktoś na zimno i dla politycznej gry zrobił z nich naiwnych głupców? Jak mają uwierzyć, że wbrew ich dobrym intencjom zostali wykorzystanymi do zła frajerami?

Tak, to stąd te ciągłe trzydzieści procent poparcia. Nie ze złych intencji. Z głupoty.

A nikt nie chce być głupim, prawda?

**

Nie będziemy drugimi Rosjanami, Serbami, Węgrami czy ajatollahami. Tamy puszczą, osad będzie nadal woniał niezbyt przyjemnie, wstyd odbijał nam się będzie czkawką jeszcze przez dziesięciolecia.

Ale nie da się zatrzymać postępu technologicznego (nie mówię o cywilizacyjnym, jeśli takowy w ogóle istnieje).

Jest Internet, jakiś tam przepływ informacji, zawsze jakieś wyjścia, które stłumione i zahukane, którędyś jednak wodę przepuszczą.

Są ludzie młodzi, którzy tę dętą tromtadrację durnej propagandy zobaczą w całej ohydzie.

Jest pierwszy listopada. Wraz z moimi dziećmi trafiłem na olbrzymią nekropolię w Olsztynie, Cmentarz Komunalny. W areale bliski Powiązkom.

Byliśmy przy pomniku zamordowanych żołnierzy AK.

Morze zniczy. Zapaliliśmy też.

Junior, mój mały synunio, prawie metr dziewięćdziesiąt wzrostu i sto dziesięć kilo wagi, dziewiętnaście lat pyta: a co to?

Naprzeciwko pomnik funkcjonariuszy MO, „utrwalających władzę ludową”. Mniej zniczy, ale też są. Ja nie mogłem tam znicza zapalić, za duża wiedza historyczna. Ciężko by mi było. A on? „Aaaa… też im zapalę, w końcu nie żyją, prawda?”

Zawsze jest nadzieja na wyjście z sekty. Na bycie rozsądnym chrześcijaninem.

Zawsze.

 

5/5 - (14 votes)
Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.

1 Komentarz

  1. Witam.
    Trafiłam przypadkiem na stronę, szukając słowa kaczyzm. Czasem sprawdzam swoje myśli w wyszukiwarce, nie wiem kto mi te słowa do głowy wkłada. Dziś był kaczyzm. Po tym jak chciałam założyć bloga na salon24.pl. Blog p nazwie babaślepanajednooko i nazwałam się Bożydara Gniewostój-Złóg.
    Nie przepuścili mnie. Dostałam regulamin o źródło i dalej mnie nie puścili.
    Nie wolno być za bardzo zadowoloną kobitą z lasu, która chce odreagować stres i napięcia poprzez śmiech i dystans.
    Kraj jest poważny, pompatyczny, mamy godło waleczne i z pazurami. Co tu będzie jakaś baba na jedno oko pisać i wchodzić na salony polityczne.
    Chamów nie wpuszczają. A chamki powinny rodzić, a nie udawać, że coś rozumieją.
    Już od kilku lat czuję się zżyta z nieboszczykiem Tuwimem, który upraszał, aby go wszyscy w dupę pocałowali. Może to on dziś do mnie wyszeptał kaczyzm, bo to był głos męski.

    Puść mi Panie tez komentarz u siebie, wszędzie mnie blokują.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


*