Uwaga! Złe psy!

REKLAMA

Tytuł nie jest przypadkowy, nie jest też celowy, ale po prostu nieunikniony. Można tak napisać, parafrazując motto do głośnej książki Heinricha Bölla. Dlaczego? To w pisowskim środowisku nazwano niegdyś Jacka Kurskiego bullterrierem Kaczyńskiego, a potem stało się to powszechnie używaną nazwą, która określała polityków z drugiego szeregu, którzy za swych przywódców załatwiali niewygodne problemy w sposób agresywny i łamiący zasady przyjętej komunikacji politycznej.

PiS jest szczególnie agresywną partią, ponieważ bazuje na elektoracie, którego immanentną cechą jest złość i niezadowolenie. Jednocześnie przez wiele lat partia Kaczyńskiego musiała się mieścić w pewnych ramach obyczajowych, chcąc uniknąć porównania z „Samoobroną” Andrzeja Leppera. To partia Leppera uznawana była za organizację chamów i prostaków. Sam Lepper się do tego walnie przyczynił, oznajmiając podczas jednego z pierwszych swoich sejmowych wystąpień: „Wersal się skończył”. Gdy w 2007 roku po upadku rządu Kaczyńskiego i przyśpieszonych wyborach PiS przejął niezadowolony elektorat „Samoobrony”, partia musiała zradykalizować swój język. Sam Kaczyński długo jeszcze odgrywał rolę „inteligenta z Żoliborza”, który był przeciwieństwem „wychowanego na podwórku” Tuska. Jednak partia prezesa stawała się coraz bardziej „podwórkowa” i potrzebowała coraz większej grupy bullterrierów na wzór Jacka Kurskiego. Chodziło o to, by wyrazić i zwerbalizować agresję rozsadzającą pisowski elektorat, pokazać, że PiS nie będzie, w przypadku wygranej, delikatny i ostrożny. Nie udawało się przez lata, ale po katastrofie smoleńskiej powstała nowa narracja narodowo-katolicka w partii prezesa i powoli zdobywała wyznawców. Z tego względu Kaczyński potrzebował nowych agresywnych „psów” i to zarówno wśród swoich polityków, jak i wśród wyznawców swojej ideologii. Dziś, aby utrzymać atmosferę rewolucyjnej walki i mobilizację członków partii oraz elektoratu, ta agresja się nasila.

Pomijając Jacka Kurskiego, który dziś otrzymał odpowiedzialne zadanie na innym „froncie” walki o rząd dusz, przez długie lata najagresywniejszym „psem” w partii była Krystyna Pawłowicz. To ona publicznie mówiła o fladze unijnej jako o szmacie, dając tym sygnał antyunijnej części pisowskiego elektoratu. To właśnie Krystyna Pawłowicz była używana do obrażania i poniżania polityków z przeciwnych partii oraz dawania odporu wszelkiej krytyce prezesa. Nie bez powodu jest do dziś postrzegana jako wulgarna i pozbawiona elementarnej kultury herod-baba. Ludzie, którzy się z nią zetknęli, mówią, że potrafi być miła i sympatyczna dopóki ktoś nie wyrazi przeciwnej do niej opinii. Nie każdy może być bullterrierem Kaczyńskiego, trzeba mieć predyspozycje.
Nic więc dziwnego, że wśród „psów” Kaczyńskiego znalazł się senator Waldemar Bonkowski z Pomorza. Niegdyś jako radny skazany za umyślne przestępstwo namawiania do fałszowania dokumentów dotyczących wydatków na paliwo. Zatem widać, że jest to człowiek, który zasady potrafi dostosować do okoliczności.

Myśmy jeszcze w Polsce wolności nie odzyskali. Wygraliśmy, mamy władzę, ale to licho jeszcze drzemie. Może rzeczywiście trzeba pozwolić bez ograniczania stu metrów na jeden dzień wszystkim się zebrać na ubitym polu i zrobić raz porządek. I będziemy mieli co najmniej na 50 lat spokój w Polsce. (Waldemar Bonkowski)

Słowa senatora, choć kuriozalne, nie są bez sensu, jeśli zrozumiemy, że są skierowane do własnego elektoratu partii i mają na celu właśnie podburzenie. Przywódcy partii nie wypada wzywać do bezpośredniej rozprawy z wrogami, ale powinien mieć użytecznych polityków, którzy dadzą do zrozumienia, że kiedyś to pragnienie mas może zostać zrealizowane.

Masowe protesty są dla partii Kaczyńskiego sporym problemem. PiS rządzi już blisko dwa lata, wyborcy dostali 500+, a tymczasem rozmaite decyzje władzy są tak bardzo niepopularne, że potrafią zmobilizować dziesiątki tysięcy ludzi w wielu miastach. Nic więc dziwnego, że retoryka pod adresem protestujących jest coraz ostrzejsza.

Tam chodzą stare upiory bolszewickie, ubeckie wdowy chodzą, oczadzeni chodzą i chodzą jeszcze pożyteczni idioci. (Waldemar Bonkowski)

Nikogo nie obchodzi, że Bonkowski kłamie, że obraża, że manipuluje. Podczas ostatnich manifestacji średnia wieku znacznie się obniżyła i nazywanie upiorami bolszewickimi ludzi w wieku poniżej trzydziestu lat jest idiotyzmem. Ale jak to mówił Jacek Kurski, „ciemny lud to kupi”.
Agresja zwiększa się także pod adresem opozycji. Określenie „totalna opozycja”to już za mało. Ostatnio nawet pękł sam prezes mówiąc o zdradzieckich mordach i kanaliach. Następnego dnia obelgi pod adresem sejmowej opozycji wykrzyczała Krystyna Pawłowicz. PiS nie ma już przeciwników politycznych, których można przegłosować, ale należy dyskutować, polemizować i przekonywać. To są wyłącznie zdrajcy, wrogowie ojczyzny, ubecy i agenci, nawet jak mają zaledwie po 20 lat.

Jednak oprócz politycznych bullterrierów równie pożyteczni są agresywni i pełni nienawiści wyborcy. Oni są takim creme de la creme pisowskiego elektoratu i nie pozwalają, by atmosfera polityczna się uspokoiła. Są wśród nich różni ludzie i błędem byłoby sądzić, że agresją epatują wyłącznie łysi osobnicy w dresach, którzy zamawiają „pięć piw starożytnym rzymskim gestem”. Jednym z przykładów na własne życzenie stał się doktor habilitowany Artur Górak pracujący na UMCS w Lublinie. Podczas ostatnich manifestacji w obronie sądów stwierdził publicznie:

Ja bym kazał strzelać do tego bydła.

Gdy spotkał się z potępieniem i zdumieniem internautów, zszokowanych postawą osobnika, w końcu pracującego na uniwersytecie, historyka, wykształconego niby człowieka, to dodał:

Jak widać bydło zarażone jest wścieklizną. Na leczenie jest za późno.

Retoryka Kaczyńskiego, która od ponad dwóch lat zmierzała do dehumanizacji przeciwników politycznych, zaczyna odnosić sukcesy. Najpierw byli to uchodźcy, którzy roznoszą pasożyty i choroby, potem przeciwnicy zmienili się w element animalny, skażony genem zdrady narodowej. Wreszcie w zdradzieckie mordy i kanalie. W ten sposób zyskuje Kaczyński tysiące „złych psów”, którymi będzie mógł już niedługo poszczuć protestujących, bez użycia policji. I wówczas narracja polityczna PiS będzie mówiła o słusznym gniewie patriotów. I wcale nie jest to tak fantastyczny scenariusz, jak mogłoby się wydawać.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.