Czarnkiem to widzę

REKLAMA

Lampy już przygasły, więdnie mdło pod sufitem ciężki perfum kwiat, szmerek przycicha zduszony czerwonym pluszem foteli… Witamy! Witamy serdecznie na naszym nieustającym wodewilu, fundowanym przez niezmordowane czynniki państwowe! Tusz spływa po rzęsach, białe maszkary zwietrzałego pudru odpadają płatami ze zmęczonych twarzy, ale: „Show must go on!” Trochę głupawy, dużo przewrotek na bananach, niewielu już nabiera się na zwietrzałe gagi – ale trzeba się bawić! Bawić, bawić, bo kiedy zrobi się ponuro – to możemy stracić władzę…
Na chór Aleksandrowa dwa razy do roku już nas nie stać, a zresztą: jest tyle miejsc na świecie, gdzie ma nader aktualne zobowiązania… Zatem dziś najlepsze, na co nas stać, nasz pierwszy garnitur spierdolenia, perełka zbiorowego obłędu, karykaturalny rys narodowej duszy: chór Antoniego z najlepszymi tenorkami i barytonkami mafii sołncewskiej w tle. Gościnnie, z esbecką lekkością, dyryguje Robert Luśnia! Przedstawiciel GRU w śmiesznej czapeczce przedstawiającej gorejący wybuch bomby „Car” rozdaje długopisiki z sympatycznym misiem Uszko – Czeburaszka. Kłaść w mało nasłonecznionym miejscu. Przy lampce nocnej może być. Nie bać się nic, nie gryzie.
Bawmy się, bo nie wiadomo, czy przez wraże szczepionki z chipami świat przetrwa jeszcze chociaż dwa tygodnie!

 

TSUEje psuje

 

Wybuchła miłość piękna, lipcowa;
Czuła i dumna – do Konstytucji!
Aż zawróciła w starszych już głowach
Tak zwanych „sędziów” tej instytucji.

Dotąd skażona nieprawym łożem
(Na Kwaśniewskiego nie mieli gustu),
Teraz tulona słodko – mój Boże –
W bujnych odmętach Pawłowicz biustu,

Lecz, że kobietą ona dojrzałą,
W karbach utrzyma emocje swe:
Ostatnio wiosną tak falowało…
Jeszcze za czasów ZSMP-e…

Sędzia Piotrowicz – jak to on w pracy:
Jest niezależny i niezawisły,
Zresztą – jak wszyscy mili pisiacy…
Choć jemu z lekka już zmysły prysły.

Nie krzyż brązowy, lecz też wzruszenie…
Do konstytucji z pożądań chrumka:
To antykomuch jest systemowy –
Chętnie by onej wycisnął ciumka.

Ssie niezależność z wymion partyjnych,
A jaka partia – o to już mniejsza:
Tu też ma stołki, władzę, funkcyjnych
(Choć tamta była ciut stateczniejsza).

Ktoś od Andrzeja – no, dzięki Bogu!
Nie pójdą dziatki bez ojca ręki…
Sam nie mógł przybyć, bo tkwi u progu,
Na Nowogrodzkiej Prezesa sieńki.

Andrzej też pała miłością znaną
Do konstytucji, rozumu, szczepień;
Tym cudowniejszą, że niespodzianą.
Ślepa jest miłość, kiedy już trzepie.

Praw rzecznik chciałby kija tu w szprychy,
Aż Piotrowicza niemal poniosło:
Czemu ten rzecznik jest taki lichy!?
Nie da pracować spokojnie posł…
…sędziom, znaczy, ten tego…

To jakiś warchoł i nie rozważa,
Że Naród z Partią, Partia z Narodem.
Pierwszego obejść chce Sekretarza!
Musi to komuch być z piekła rodem!

Nu pagadi! Europo zgniła,
Żeście na świecznik wynieśli Tuska,
Nasza Nemesis się obraziła
I woli od was obecnie Ruska.

Dawajcie euro i won z Sarmacji!
Europa zaraz zapłaci słono;
Nie zniszczą geje nam demokracji:
Prezes gwarantem tu i obroną!

Tłum malkontentów zresztą dziecinny:
Może pomyślcie choć razy parę?!
Przecież ten wyrok nie mógł być inny!
Przecież ten wyrok nakazał Jarek…

Burza oklasków! Sypią się fałszywe cekiny i brylanciki: z kreacji, karnecików, serc! Cóż mogłoby bardziej rozgrzać te patriotyczno-amarantowe emocje? Poza sprowadzeniem wraku Tupolewa, rzecz jasna?!
Trudno będzie, ale spróbujmy… Tym bardziej, że następny kuplecik mógłby być może nawet nieco rozgrzać zgrabiałą od zimna piąsteczkę serduszka naszego Prezesa Wszystkich Prezesów:

 

Lex TVN

 

Ależ to były jęki i płacze,
Że pełnia władzy w Platformy ręce!
TK i SN i w Sejmie sracze:
Wszystko da Partia Wodzu w podzięce.

Ależ to były płacze i jęki,
Że Tusk Vat ukradł i ukradł OFE:
Teraz serdeczne PiS-owi dzięki,
Że więcej tego wziął już z połowę.

Ależ to były ciężkie lamenta:
Że postkomuna, ubecy, spiski,
Lecz gdy się agent w PiSie pałęta
To patryjota z niego ze wszystkim.

Ależ to były szlochy żałosne:
Inwigilacja, teksty „pod Sową”,
Teraz Pegasus, maile radosne
I kulson z pałką teleskopową…

Ryki żałosne, jaka korupcja!
Ślozy Prezesa lały rzęsiste;
Teraz złodziejstwa taka erupcja:
Czego nie skradli – łatwiej dać listę.

Huczały łkania rozrywające,
O prokuratur służby rozgrzane…
Więc przylazł Ziobro, i, koniec końcem,
Byle Święczkowskim są sterowane.

Mediów monopol podły, jak wiecie:
PiS łamał ręce rzekomym złem.
A czego teraz nie rozumiecie?
No?! Trzeba zabić ten TVN!

**

Nie jest wam, ludzie, zwyczajnie głupio?
Ponoć Polacy takie cwaniacy…
Najdrożej puszczą, najtaniej kupią,
A tak się dymać dali Rodacy…

 

Pędzą przed nami chwile wiekopomne. Rozstrzygające. Aż oczy łzawią. Nie czas zatem na zabawy i swawole w rodzaju rebusików. Wybaczcie, tym razem poważnie, odpowiedzialnie i patriotycznie – kawał dobrej sztuki państwowotwórczej prosto z Muzeum Sztuk Wyklętych:

Pędzą przed nami chwile wiekopomne, przełomowe, R O Z S T R Z Y G A J Ą C E.
O losach cywilizacji, jej kształcie, o wadze wizerunku organów płciowych w ikonoklastycznej teorii uwielbienia bóstwa…
Z chwil tych w przemówieniach polityków czynią się dni, lata, miesiące – ba! – tysiąclecia nawet – sprowadzone do jej jednej chwili iluminacji, kiedy to, dając się porwać wielkiemu projektowi cywilizacyjnemu ministra Czarnka uwierzymy w to, co mówi – i z przebitym kondomem na sztandarze ruszymy chrystianizować Europę.

To czas Nowej Idei! Nowego Człowieka! Świetlanej Przyszłości!
Zawiążmy więc łapcie i podążajmy zorganizowaną, marszową grupą za ministrem – wizjonerem:

Czarnkiem to widzę

 

Kant, Hegel, Bruno, Einstein i Plato,
Maxwell i Pasteur, Ockham, Sokrato;
Weber, Skłodowska, Kopernik, Hawkings,
Freud, Jung, Bohr, Spencer
Darwin i Dawkins.

Setki lat walki, by z bagna wyleźć,
Tyle geniuszu, poświęceń tyle,
By nie być małpą, co zlazła z drzewa,
By do piorunów psalmów nie śpiewać.

Aby nie ginąć z bakterii, głodu,
Nie leźć, jak bydło, gdzieś bez powodu;
Mieć, oprócz brzucha, inne też cele,
Nie znać na niebie pękniętych szkiełek.

Nie być dla innych jak wilk w ostępie,
Wśród zwałów trupów gryźć za ząb zębem.
Nie żyć na świecie, gdzie tyczą miedze
Ciemnością, strachem, smrodem uprzedzeń.

Lecz wokół Ziemi płaskiej jak talerz
Znów czarne Słońce krąży wytrwale:
Politruk z gębą tłusto nalaną
Nauką ogłosi bujdę załganą.

Paluchem tłustym umysł zabrudzi
U jak najmłodszych i ufnych ludzi,
Lejąc im w głowy bez wątpień cienia
Pychę, nienawiść, jad wykluczenia.

I byle łajdak w torbie po cukrze,
Na łbie złoconej, w obłudy lukrze,
Co w kruchcie grzechy prawdziwie świńskie
Chowa. A ciężkie, jak koła młyńskie,

W imię religii bluźni i szczuje,
Za małe szuje Bogu dziękuje –
Gorszy maluczkich, prostaczków gubi,
Lękiem swe owce opętać lubi.

Oto, w przybytkach miłości Pana
Jest Ewangelia dzień w dzień deptana:
Pełznąc z limuzyn złością czart bodzie:
Kto nam jest wrogiem, a kto niegodzien…

Znów jest na połów wiedźmy sakrament,
Kredką z odpustu odmalowanej.
Diabłów szukanie młociska dręczy
Poukrywanych w kolorach tęczy.

Gdy to tymczasem stada tych drani,
Swe czarownice hodują sami:
Klepie modelka, przebojem, ostro,
Tępić „pedałów” chce i „żydostwo”.

To te najpewniej cnoty niewieście,
Gdy kto jest inny, to go powieście…
To jest zapewne ta niewiast cnota:
Móżdżek mieć mniejszy, niźli u kota.

To są akurat takie zasoby,
By znać „ciapatych” i ich choroby;
Na tyle tylko myśl tam się błąka,
Aby poszukać diabła w szczepionkach.

A kołtun rośnie i potężnieje.
Światło przesłania, już ledwo dnieje;
Oświeceń gasną wątłe kagany
Obrazą sekty lane przez dzbany.

Przyjdzie kres mroku i otrzeźwienie,
I wstyd nadejdzie; trwoga i drżenie;
Budżet się jakoś na nowo skleci,
Z Unią stosunki, posprząta śmieci;

Administrację jakoś połata
I zaufanie – choć potrwa lata.
Ale tej czarnej, zimnej czeluści,
Co ją wciąż grzebią moralnie puści,

Tych cieni w sercach, tych zabobonów,
Tkanych dla władzy, stanowisk, tronów,
Zła zasianego w umysłach słabych,
Żeby tę władzę utrzymać aby…

…tego u wielu nic nie wyleczy
I po dekadach to zło zaskrzeczy:
Wasz siew przeklęty, kłamstwa gorliwcy:
J’accuse!
Wy podlcy i niegodziwcy…

5/5 - (2 votes)
Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.