Dupniak 1/2

REKLAMA

Teatr omalże narodowy przedstawia Śpiewogry Polskie – na rodzimych gajach i bukowinach zbudowane, na ruczajach wyklętych, na kurhanach powstańczych, na piotrowiczach antylewackich; tym razem z gościnnym udziałem Mongolskiego Teatru Narodowego, a także słynnego kazachskiego bas – barytona z Ałma Aty, Bawyrżana Ibragimowa, który tęsknie i ciepło odśpiewa „Dupniaka”, zastępując jedynie słowo „wódz” tradycyjnym kazachskim wyrazem szacunku „,mudak”, łatwiejszym dlań do wyśpiewania ze względów fonetycznych.

 

ŚPIEWOGRA IX

 

Występują:

– ojciec (O)
– córka (C)

C: To o czym dziś będzie bajka?
O: O chłopczyku i dziewczynce.
C: Eeeee tam… A nie może być o księciu i księżniczce?
O: No, może. To słuchaj. Ale krótko, bo do przedszkola jutro wstajesz. Jak opowiem, to ani mru mru i spać.
C: Dobra, dobra, tylko opowiadaj…
O:Dawno, dawno temu byli sobie pewien piękny książę i pewna mądra księżniczka. Pewnego razu pojechali na wakacje do swojej ciot… znaczy, do jednej takiej królowej.
C: Do pałacu?
O: Do pałacu.
C: Karetą?
O: Karetą.
C: A bal był?
O: Był. Bądź cicho, bo sobie pójdę. No i ta ciot… ta królowa bardzo ich kochała i bardzo o nich dbała. Ale była też surowa i mówiła, że to dla ich dobra. Kazała im myć zęby po każdym posiłku…
C: Ojej!
O: … i sprzątać zabawki. Pilnowała, żeby zdrowo się odżywiały…
C: Ojejejej!
O: … jadły brokuły i warzywa inne. Jak miały jakieś pieniążki odłożone, to je składała na ich czarodziejskie konto, żeby miały na potem.
C: A zabawki im kupowała?
O: Czasem kupowała. Głównie edukacyjne.
C: Ojejejejej!
O: No, nie szalała ta królowa za bardzo, kupowała im spodnie bez dziur, dawała kieszonkowe nie za duże i sprawdzała, czy myją szyje. Największe jej szaleństwo, to, jak kiedyś, w czasie zabawy, weszła na podest i zawołała do księcia: „Chodź tu, mój szogunie”.
C: To oni się musieli strasznie nudzić?
O: Nie nudzili się, wcale a wcale. Codziennie mieli lekcje z przyrody, śpiewu, gry na fortepianie i języków różnych.
C: Oj. Oj, oj.
O: No. Ale pewnego razu królowa zachorowała, a dziećmi zajął się wujek, król znaczy. Ten to był urwipołeć! Jedli torty na śniadanie, obiad i kolację; pieniądze zaraz się rozeszły; zamiast się uczyć od guwernerów i nauczycieli, to jeździli na nich na oklep…
C: No! Wreszcie!
O: … mogli się nie myć tygodniami, zamiast pasty do zębów używali żelków, a warzywami rzucali przez okna.
C: No!
O: Z czasem w księciu i księżniczce odzywały się wyrzuty sumienia i pytali wuj… króla, czy tak można. A on im na to, że wszystko będzie dobrze, bo wstali z kolan i im się należy.
Jednak po jakimś czasie zaczęły ich boleć zęby, brzuchy, nie dostawali kieszonkowego, bo król rozbił ich skarbonki, a za brokuły oddaliby wszystkie torty świata.
C: Teraz to przesadziłeś.
O: Troszkę może. Za kiszoną kapustę by oddali. Mogliby pójść po pomoc do dobrej wróżki i zapytać, co robić, ale jest już za późno, dobranoc, sraty – spaty, cześć.
C: Ale… ale…
O: Ani mru mru, pamiętasz?
C: Noooo doooobra…
O: Gaszę światło. Tylko o coś cię jeszcze zapytam, bo ładnie słuchałaś: kto był lepszy, królowa, czy król?
C: Ciocia. Ale ja bym wybrała wujka.
O: A dlaczego?
C: Ja lubię słodycze.

KURTYNA

ŚPIEWOGRA X

 

Występują:

Konferansjer – (K)
Główny Inspektor Sanitarny Kraju – (GISK)
Dziennikarze – jak zwykle niemi

K: Witam państwa na kolejnej konferencji poświęconej koronawirusowi w Polsce. W świetle nowo wykrytych przypadków chcemy państwu przybliżyć najnowsze ustalenia i zalecenia sanitarne. Proszę, panie inspektorze…
GISK: Dzień dobry państwu. Na wstępie chciałbym zapewnić, że w sytuacji sanitarnej kraju właściwie nic się nie zmienia. Niezmiennie jesteśmy na koronawirusa doskonale przygotowani. W Toruniu ruszyła właśnie kolejna fabryka antywirusowej wody święconej pod patronatem ojca Tadeusza. Około pół miliona litrów zostanie rozprowadzonych do biur, urzędów i szkół po preferencyjnej cenie 5,99 bez VAT. Drukują się już broszury informacyjne z najskuteczniejszymi modlitwami, które działają osłonowo i antyzapalnie. Co do szczepień doustnych z relikwii św. Faustyny skopiowanych na drukarkach czy de – wyniki są bardzo obiecujące i już wkrótce nie tylko udostępnimy je w kraju, ale planujemy także eksport, trwają już rozmowy z San Escobar.
Co do ofiar śmiertelnych: trudno, zdarzają się i zdarzać się będą, ponieważ, wedle słów księdza z parafii św. Michała Archanioła we Wrocławiu, koronawirus jest karą boską za homoseksualizm. A jak to u nas jest, to państwo wiecie – jeden prezydentem nawet chce zostać. A Trybunał Konstytucyjny potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby stwierdzić, czy spalenie go na stosie jest zgodne z konstytucją.
Jakieś pytania?

KURTYNA

A teraz, gwoli rozrywki, kolejny rebus:

 

 

Ktokolwiek odgadł, kogo rzeczony rebus przedstawia, może ubiegać się o nagrodę. Kartkę z poprawną odpowiedzią należy włożyć do butelki, a następnie wrzucić do najbliższego akwarium.
Wspaniałą nagrodę, którą jest pislamski leksykon rzeczy czarnych i białych, wyślemy zwycięzcom drogą powietrzną, balonami, poprzez poziome prądy mas powietrza, zwane pospolicie i niegrzecznie wiatrami.

Po dopełnieniu formalności zapraszamy na goździk programu: wsłuchajcie się państwo w ciepły bas – baryton drogiego Bawyrżana, który właśnie zaczyna śpiewać część pierwszą

 

Dupniaka

 

Jak Polska długa i szeroka,
Nieustający jest karnawał.
Strzela confetti, sypie brokat,
Pląsów i zabaw prawdziwy nawał.

Oto zarobił dumny naród,
A więc szaleje – znajcie pana!
Nic nie zaćmiewa zabaw czaru,
Gdy naród już nie na kolanach.

Stąd też renesans gier i psotek;
Figle, psikusy, szczery ubaw,
Troszkę szampańskich też niecnotek,
Nie nudzi się rozrywka luba.

Dla kronikarskich obowiązków
Wyliczmy zatem krotochwile:
Niech dla potomnych z historią w związku,
Żeśmy bawili się tak mile.

Pierwsza to gierka jest salonowa,
Dla sfer wysokich i plutokracji,
Zacność podkreśla, że od Krakowian,
A stosowana już za Sanacji.

To jest prapolski dupniak swawolny:
Kwiczy gentleman, chichoczą damy,
Humor tu lekki, a nie namolny,
Efekt komiczny jest murowany.

Nic więc dziwnego, że budzi dreszcze
Elit, salonów, arystokracji:
Sędzia się bawi, minister jeszcze
I prokurator też do kolacji…

Wali minister, a z całej siły!
Masują tyłki, zła mięśni forma…
Wyborny skutek sztuczki udałej,
A on: „A kuku! Nie ja – reforma!”

A że minister, to jest przechera,
Ligę dupniaka stworzyć był w stanie,
Chciałby wygrywać w tej grze do Zera:
Po całej Polsce w dupy klaskanie.

Kisną podsądni i mrą petenci,
Bo czas wszak pędzi jak w mordę zdzielił,
Ale prawnicy tą grą zajęci:
Kto kogo mocniej po dupie strzeli.

A że zabawa przednia i tania,
Chciał ją minister Europie wżenić;
Lecz ci niechętni do klapsów brania
I jacyś w dupę swą urażeni.

Tacy są drętwi i ponuracy.
Jeść się widelcem choć nauczyli,
No to bez łaski, że nudni tacy.
To my się sami będziem bawili.

Tym bardziej, że są zdolni Polacy,
Kiedy bawimy się w chowanego
I w tej grze sprytni wśród nas junacy:
Nie ma w chowaniu ludu lepszego.

Ot, dajmy na to – idą wybory –
Oto polityk z partii liniowy,
Lecz tylko beton go lubić skory,
Więc nagle jakiś mało wyjściowy.

Choć ma komisje bardzo gustowne,
Coś na wariata zbytnio skrojony,
Tych normalniejszych koła szanowne
Mogą być na to ciut uczulone;

Więc jak go było pełno i wszędzie,
W radio, lodówce, telewizorze,
Laur w chowanego lekko zdobędzie –
Cały go naród znaleźć nie może.

A potem wraca w blasku i chwale,
Iżby na nowo za skórę zalazł;
Jakby nie istniał w kampanii wcale…
Nikt go nie szukał, więc sam się znalazł!

Jest to zabawa radosna wielce –
Nie tylko ludzi wszak można schować:
Wyroki, listy, pieniądze, serce –
Bawić się hucznie i nie żałować!

Bo schować można dosłownie wszystko –
Kiedy w kolanku przebierze miarka
(Znajdźże rozsądek w kraju nad Wisłą),
To – Boże odpuść – samego Jarka!

Nadchodzi jednak czasem i skucha,
Mistrz czasem przegra, prawda to znana.
I kamienicę jakoś wyniucha
Pismak, choć przednio była schowana.

Wtedy są, drodzy, „pobite gary”;
Fochy i fumy; niesnaski, dąsy.
Nie lubi przegrać wyjadacz stary,
Więc zaczynają się inne pląsy:

To równie stara i równie jara
Piękna aktywność, zwana grą „w berka”.
Każdy uczestnik, kiedy się stara,
Pędzi jak wicher, za się nie zerka.

Ogląda zatem lud zachwycony
Ten fantastyczny pokaz sprawności;
Już dopinguje się obie strony.
Wcale, kto wygra, nie ma pewności!

Pędzi zdyszany kontroler NIK-u,
Wpada na służby: a zatem – „berek!”
Obrót na pięcie, seria uników,
Wniosków z kontroli już mamy szereg.

CBA biegnie, szuka w mieszkaniu,
Jak go dopędzić, ciągle się głowi,
Bo Banaś dobry całkiem w bieganiu –
„Berka” przyklepią zatem synowi.

O! To jest fajne! To gra do wzięcia!
Tyle emocji, dziarskiej przygody –
Bitwa w „komórki do wynajęcia”.
To są dopiero hecne zawody!

Trzeba się zwijać jak kot z pęcherzem,
Zająć komórki tutaj zadaniem:
Premie, posady, ziemia, dwie wieże –
Przegra, kto poza komórką stanie.

Komórki trzeba garnąć grabiami,
Bo ten, co teraz udaje Greka,
Wytnie ci wszystko, niczym salami;
Brać choć tornistry, choćby z PCK!

Cztery wypłaty za dwa etaty,
Wille, przeloty, spółki, aktywa;
Bo kto w tej gierce jest niekumaty,
Ten też na końcu przecie przegrywa.

Widzi suweren przednią zabawę,
Do jaśnie państwa też by się kleił,
Że nie jest z sortu, przekreśla sprawę.
A tak by nabrał trochę idei…

CDN 🙂

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie