Pancerny Seicento. Zamach na Szydło?

REKLAMA

Co wiemy dziś o wypadku premier Szydło? Dodajmy kolejnym wypadku w tej ekipie. I być może innych, które szczęśliwie w jakiś sposób się nie zdarzyły. Przypomnijmy! Najpierw wystrzeliła opona w aucie prezydenta Dudy. Jak się potem okazało, była zużyta i przeznaczona do kasacji. Pomijamy wypadek, który zdarzył się pani premier w Izraelu, bo nie należy do serii. Kolejny wypadek to kraksa pod Toruniem, kiedy to kolumna aut ministra Macierewicza nie wyhamowała na czerwonym świetle, uderzając w czekające zgodnie z zasadami ruchu drogowego samochody. Trudno wyhamować jadąc 130 na godzinę. Potem auto wicepremiera Gowina jechało blisko sto kilometrów po przebiciu opony, choć należało zmienić ja natychmiast dla bezpieczeństwa. Ale ministrowi się śpieszyło. Pomiędzy tymi wypadkami jeszcze był słynny lot z Londynu, gdzie w samolocie miały być miejsca stojące.

Nie wiemy jeszcze jakie były prawdziwe przyczyny wypadku, ale wiemy, że pisowska telewizja już na wszelki wypadek próbowała manipulować, co widać na zdjęciu powyżej. Podwójną linię ciągłą zamieniono w prezentacji na przerywaną. A to bardzo istotny fakt. Jeśli kolumna rządowa nie jechała na „sygnale”, to w żadnym wypadku nie wolno jej było przekraczać dozwolonej prędkości, ani też wyprzedzać na podwójnej linii ciągłej.

Wiadomo też, że pisowski lud szybko orzekł, że był to kolejny zamach na dobrą zmianę. Lokalny portal oświęcimski podał, że na drugi dzień ktoś pod drzewem, w które rąbnęła limuzyna pani Szydło, ktoś postawił znicz, a drzewo zyskało status „świętego”. 😉

Jak to się stało? Seicento zaczynał skręcać w lewo. Czy kierowca był ślepy i głuchy? Nie widział błysku lamp i nie słyszał sygnałów? Czy przy prędkości 50km/h doskonała rządowa limuzyna nie była w stanie zahamować? Kierowca limuzyny odbił w lewo i w konsekwencji zatrzymał się na drzewie, które było przynajmniej 20 metrów dalej. Różnie wylicza się drogę hamowania przy tej prędkości – można spotkać wyliczenia od 16 do 30 metrów. Jednak rządowa i opancerzona limuzyna Audi A8 wyglądała tak, jak by wyrżnęła w to drzewo z pełną prędkością. A w praktyce hamując musiała mieć prędkość dużą mniejszą od wcześniejszej prędkości jazdy.
Dlaczego pani Szydło doznała obrażeń wymagających badań i hospitalizacji, czy nie miała zapiętych pasów? Co było nie tak z limuzyną, którą firma audi zachwala jako jeden z najbezpieczniejszych pojazdów dla VIPów? Z jaką prędkością naprawdę jechała kolumna rządowa?

A na koniec jeszcze kilka ważnych pytań. Rozumiemy, że wypadek pani Szydło byłby wizerunkowym Waterloo po wcześniejszej kraksie Macierewicza spowodowanej pychą, głupotą i lekceważeniem zasad. Jednak błyskawiczne uznanie winy młodego kierowcy było co najmniej podejrzane.
W grupie na Facebooku nasz kolega, prawnik Dariusz Wanat napisał:
Gratulacje i podziękowania dla wszystkich, którzy podnosili i nagłaśniali wątpliwości i przeinaczenia odnośnie sprawy piątkowego wypadku z udziałem premier Szydło. Nagle okazuje się, że młodemu kierowcy Seicento zarzutów nie postawiono, choć ponoć już w piątek miało to nastąpić i poskutkować przyznaniem się do winy. Między innymi dzięki temu, że opinia publiczna patrzy na ręce władzy i informuje, co widzi, nie uda się tak łatwo zrobić kozła ofiarnego z człowieka, który miał pecha dosłownie i w przenośni stanąć na drodze pisowskiej władzy.
Która najwidoczniej jeździ tak samo, jak rządzi, bo żeby wyprzedzać na podwójnej ciągłej i to jeszcze przed skrzyżowaniem, trzeba wykazywać wyjątkowy brak poszanowania dla bezpieczeństwa w ruchu drogowym – innych i przede wszystkim VIP-a, którego BOR ponoć ma chronić.

To bardzo istotne spostrzeżenia, bo to nie pierwszy raz, gdy przekonujemy się, że pojedynczy człowiek kompletnie się nie liczy dla tej ekipy. Właśnie dlatego trzeba im patrzeć szczególnie uważnie na ręce.

Post Scriptum
Z kolejnych relacji wyłania się coraz bardziej kompromitujący obraz władzy. Nadmiar funkcjonariuszy. Chaos na miejscu wypadku. Zadeptywanie śladów. „Zastępczy” kierowca w limuzynie Audi A8. Wyliczenia publikowane w gazecie „Rzeczpospolita” każą przypuszczać, ze kolumna jechała z prędkością 100km/h.

Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, premier Beata Szydło w piątkowy wieczór przyleciała z Warszawy do Krakowa wojskowym samolotem, gdzie przesiadła się do samochodu. O której godzinie? Nie wiadomo. Jej podania odmówili nam ppłk Marek Pietrzak z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych oraz Rafał Bochenek, rzecznik rządu. Wiadomo jednak, że kierowca audi pani premier rozpoczął służbę o godz. 18 (mówił o tym szef MSWiA Mariusz Błaszczak), a wypadek zdarzył się o godz. 18.37. Z Balic do Oświęcimia jest 55 kilometrów. To oznacza, że kolumna jechała ponad 100 km na godzinę.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.

1 Komentarz

  1. Od pierwszej chwili propaganda. Żeby tylko zatrzeć to wrażenie, że to znów pycha i niekompetencja. To jest ekipa samobójców. Coraz więcej ludzi mówi w tym kontekście o Smoleńsku. I chyba dobrze.

Komentowanie jest wyłączone.