Powrót Posła

REKLAMA

Witajcie, kochani! Skoro nadal tu jesteście, oznacza, że mistrzowsko posługujemy się trąbką i akordeonem.
Że ktoś jest po drugiej stronie bezdennego bezmiaru pustynnej bezmyślności – to…koi.
Dlatego też dla was, bezimiennych wolontariuszy, dusz dobrych a jeszcze nie wyeksploatowanych, zaśpiewa prawdziwa gwiazda!
Czy jaśnieje?!
Jak idea JOW-ów!
Czy jest nieporzekupna?
Jak pień.
Czy jest cwana?
Jak pień.
Czy w czymś pchnie nas naprzód?
Jak pie…
a zresztą, cieszmy się chwilą! Czy poznajecie ten głos? Ten, od „Ksiądz proboszcz już się zbliża”? Szkoda, że tym razem bez udziału prezesa wszystkich prezesów…
Mam naszemu pieśniarzowi za złe. I nie to, co myślicie.
Otóż Kukiz wytrzeźwiał. Rzucił picie. Stał się suchym alkoholikiem, światełkiem w tunelu, wzorem dla siebie podobnych.
No właśnie. Wzorem.
Co ma sobie pomyśleć taki alkoholik? Że, jak wytrzeźwieje, to mu tak pieprznie w dekiel?!
Antyreklama, panie Pawle, antyreklama. Nie namawiasz pan do trzeźwości…
Ale, jeśli jeszcze można z tego totalnego upadku wiary w człowieka wynieść jakieś aktywa, to chyba satyryczne.
Weź pan, panie Kukiz, stawiaj warunki kaczce.
Cała Polska się śmieje.
Przykro mi. Nie zasłużyłeś sobie na taki los. Ale na niego wytrwale pracujesz.

Niemniej – do śpiewu! Lecisz, chłopaku!

Narodowy spis powszechny

 

Oto spis ruszył – domków, podwórek.
Sublokatorów i ujęć wody*;
Ile świń w domu, metrów dla kurek,
W jakich garażach są samochody.

To nie pierwszyzna, coś co dekadę
Takie się spisy w Polsce urządza;
Dla statystyki i by dać radę
Tym dobrostanem lepiej zarządzać.

Starsi górale wciąż pamiętają,
Jak się chowało w ziemi dulary,
Jak nieużytki się spisywało,
By nie załapać się na domiary.

Siedem dych latek szparko minęło**,
W tym obrót świata i dwa ustroje,
A tu się w spisie nowym zacięło,
A tu wracają stare nastroje.

Bramy zamknięte, zaryglowane,
Drgnienie firanki – nikogo w domu?
Kłódy zwisają, psy pospuszczane,
Gościć rachmistrza nie ma zaś komu.

No i to czego, co takie dzikie?!
Skądże ten spadek jest zaufania?
Co tam być może spisu wynikiem –
Do formularza coś do dodania?

Państwo przyjazne i sprawiedliwe,
Dbają rządzący o gospodarstwo,
Prokuratury z gruntu uczciwe,
Podatków tyle, co na lekarstwo.

Pierwszy minister, prócz kompetencji,
Znany jest także z prawdomówności:
Nabiera kształtów i egzystencji,
Marsz jego reform wprost ku przyszłości.

Przejrzysta ładem struktura rządów,
Władają nami same kryształy,
Bez idiotyzmów, knucia, przesądów;
Co jeden mędrszy, bardziej dojrzały.

Wyraźny schemat jest decyzyjny,
Choć partyjniactwo nieco nas boli,
Dba sam Trybunał Konstytucyjny,
By praworządność trwała atoli.

Żadne cię prawa tu nie zaskoczą,
A zresztą, nawet nie ma ich wiele;
Zwięzłość z jasnością prawem tym kroczą:
Państwo w przyjaźni z obywatelem.

Nie ma korupcji, brak nepotyzmu,
Decyzje dają ludzie niezłomni;
Wielce uczciwi są z patriotyzmu,
Na swój interes zgoła niepomni.

Eksperckość szczytów syci wdzięcznością,
Na stanowiskach fachowców krocie;
Karierę robią dzięki zdolnościom,
A nie przez w partii wysoko ciocię.

Żaden satrapa nic tu nie knuje,
I nowych ładów ciągle nie zgłasza.
Obywatelskość system stosuje,
By inwestować fiskus zaprasza.

Media rozsądne, policja miła,
Sądy uczciwe, umowy trwałe:
Taka ojczyzna się wam zdarzyła,
A wy pretensje i targi małe…

Żaden minister za nic nie szczuje
Na mniejszość żadną, poglądy, zawód;
Administracja w swych sercach czuje,
Że przecież to jest przeciwko prawu.

Nad wszystkim zacny prezydent czuwa,
Zmyślny, potężny i niezależny,
W pracy jest z niego wytrwała mrówa
W swoich poglądach rzadko pobieżny.

Toż dobra zmiana, obywatele!
To myśmy szczęście wnieśli wam w życie!
Frontem do państwa więc, przyjaciele!
No, do cholery! Co się boicie?!

(*) Licentia poetica, nie mam pojęcia, co dokładnie spisuje rachmistrz
(**) Pierwszy spis powszechny po II wojnie światowej odbył się w grudniu 1950 roku.

KURTYNA

 

Co za chaos! Słonie spadają z piłek, foczki tracą płeć, silne tąpnięcia ogni sztucznych! Nic dziwnego, albowiem oto kolejny punkt programu, śpiewogra pod tytułem:

 

Rozmowa skopiowana z komunikator.ru:

 

– Ty, Wowa
– No?
– Zrobiłem polski rząd.
– No i co? Cały czas robimy. Kryptonim „Sowa”.
– Ale ja lepiej.
– Masz ich kody atomowe?
– Co? Wowa, ale ty głupi jesteś. Polska, nie Izrael.
– To co się chwalisz?
– Bo poprosiłem, czy mogę wejść. Ministra. I dał mi swoje hasła.
– Jak to: dał?! Piłeś?! Chuchnij Jurijowi!
– Nie piłem: dał.
– Ale jak to dał?!
– No próbowałem wszystkiego: nasyłałem cycate blondynki, że wygrał w bitcoiny, że nigeryjski książę… przy księciu się nawet łamał, ciocie z Solidurnej Polski naciskały… Ale czujny był.
I wtedy wpadłem na pomysł.
– No?
– Napisałem: „Pan Prezes potrzebuje do akt”. Nawet się nie zdziwił, pewnie wie, że jemu, znaczy temu wicepremierowi od bezpieczeństwa, hi, hi, drukują Internet.   No i odpowiedział. Hasła dał i takie tam.
– I co?
– Nic. Szef powiedział, że już dawno mają, żebym dupy nie zawracał, i żebym pisał o Niemcach i Hakacie jak było w rozdzielniku.

Ej, oczywistości. A skoro mowa o oczywistościach: odgadnijcie rebus! Jest tak prosty, że pierwsza niezadeptana po odpowiedź osoba dostanie dożywotnie dofinansowanie wacików! W samolocie. Nad Afryką. W kierunku północnym. W Tupolewie. W marcu. Przy pełni. Na rozstaju dróg. Żeby dąb był, brzoza i lipa. I piasek. Mazowiecki. No.

Pytanie? A cóż to za nowoczesny wynalazek na obrazku i dlaczego przeznaczony jest dla ministra Dworczyka?

A nagroda? Waciki? Błyszczy, jak perła w błocie. Ale dziś coś więcej, dziś coś specjalnego!
Waciki razy dwa? Dziesięć? Och, nie!
Kto odgadnie rebusik, może zostać posłem obrotowym! I za piętnaście tysi miesięcznie zastanawiać się, czy:
– nie trafił;
– nie ogarnął;
– nie ten guzik wcisnął;
– w jakiej obecnie jest partii, kole, sprzysiężeniu. Dla Polski rzecz jasna, tylko dla Polski.

Lepsze, niż dożywotni zapas wacików? No, ba!

A kto wygrał – a mentalnie, jak uczy joga, i każda szanująca się filozofia Wzwodu – wygrywamy wszyscy, byle chcieć – jako wygrani, weźmy do siebie największą nagrodę, gwóźdź programu, nasze oczko w głowie, nasz, bo wspólny:

 

Powrót posła

 

Ach, jak humory dopisywały!
Że to na białym koniu powróci,
Taki bezsilny, taki zdziadziały;
Jak go palemką „leming” obrzuci…

Rechot unosił się opłacany,
Propagandowe odgórne rżenie,
Jaki ten Donald z win jest ulany,
Jakie to on ma wilcze spojrzenie.

ref.: Skąd ta panika i skąd ten strach?
Skąd tłuste kotki* wodza we łzach?

Opluty w poprzek, podłuż i wszerz,
Ale niegroźny, na miotle z bajki…
Tu spindoctorom do reszty wierz:
Pajac niegroźny, godny nahajki.

Czy ktoś się wilczych oczu tych boi?
No chyba przecie, że nie sam wódz,
On przeciw takim twardo ustoi,
On mógłby Tusków na pęczki tłuc.

ref.: Skąd ta panika i skąd ten strach?
Skąd tłuste kotki wodza we łzach?

Tak niepoważny, taki nijaki,
A jednocześnie zdrajca i wróg;
Taki niegroźny, marny bez klaki…
…ale rozpieprzyć kraj by on mógł!

Takie to małe, podłe, bez mocy,
A Targowica, a diabłu luby!
Wódz miałby nie spać przez to to w nocy?
(Choć mogło łacno wieść nas do zguby)

ref.: Skąd ta panika i skąd ten strach?
Skąd tłuste kotki wodza we łzach?

Zatem, jak widać – strachy na lachy.
Zatem, jak widać – jeden nam bóg;
Tusk – udawane to tylko strachy,
Byłej epoki półmartwy złóg.

Śmiech głuchy dudni, gromki a pusty,
Rechot fałszywy, a wymuszony;
Brechta się Partia tłustymi usty.
Piskliwy chichot… i… przerażony?

ref.: Skąd ta panika i skąd ten strach?
Skąd tłuste kotki wodza we łzach?

To po cóż pieni się fala gnoju
Od lat już tylu o Tuska winach?!
Czemu nie spoczną gnojarze w znoju,
Że z niego nawet gradu przyczyna?

Na cóż te łgarstwa wulgarne, tanie,
Iż uszy zatkać wypada dziecku?
Z ekranu ciągłe to podjudzanie:
Bo ot, powiedział coś po niemiecku?

ref.: Skąd ta panika i skąd ten strach?
Skąd tłuste kotki wodza we łzach?

Przecież to taka najlepsza zmiana –
Jakże to sprytnie swą cnotę chowa:
W ohydzie przebić musi Urbana,
By się suweren nie zorientował?

Takie zalety ma ona liczne,
Takie pod oczy pcha swe powaby,
Takie przewagi ma „patriotyczne” –
Po Tusku rzyga zaś, bo on… słaby?

ref.: Skąd ta panika i skąd ten strach?
Skąd tłuste kotki wodza we łzach?

Pocą się w łożach aparatczyki,
Łapią oddechy pośród duszności,
Miał on być błaznem waszej publiki,
A zna spod poszwy wasze podłości.

A co to będzie, jeśli się wyda,
Co robiliśmy i jak bezwstydnie?
Całe złodziejstwo, kłamstwo, ohyda
I nawet Jacek tego nie wytnie?

ref.: Skąd ta panika i skąd ten strach?
Skąd tłuste kotki wodza we łzach?

Tylko przyjechał – drżączka prezesa,
Choć on największy strateg w ojczyźnie;
Krewnych królika tak parzy kiesa.
Teraz! Ustawa o nepotyzmie…

Z dnia na dzień żony, ciotki, kuzyni,
Stracili cudne swe kompetencje…
Czyżby to Covid straszny uczynił?
Że oddać spółek mają ajencję?

ref.: Skąd ta panika i skąd ten strach?
Skąd tłuste kotki wodza we łzach?

Nie jest pan Donald brat mi ni swat.
Nie wiem, czy zmiecie parszywą zmianę.
Za morze gnoju lane od lat
Byłoby jednak bardzo wskazane.

Kraj wrze od dawna, a wkurw narasta,
Pora zakończyć tę dewastację:
Podłość pisowska wszystko przerasta,
Niszcząc moralność, państwo, relacje.

ref.: Skąd ta panika i skąd ten strach?
Skąd tłuste kotki wodza we łzach?

Z prawa jest drwina, nie sprawiedliwość;
Sobą i Kościół wysmarowali,
Fałszu cymbałem brzmi dziś „uczciwość”,
Na każdą świętość już narzygali.

Żeby wróciły czasy rozumu,
By się nie zwała cnotą niecnota:
Nasz dyktatorek tak koty lubi…
Donek! A pogoń mu wreszcie kota!

*”Wreszcie część najbardziej gorzka. To są nasze słabości. […]To jest słabość wynikająca z nieustannych walk, jakie toczą się wewnątrz naszej organizacji, wewnątrz poszczególnych okręgów partyjnych, które są na ogół tożsame z okręgami wyborczymi, a także niżej […] to jest często wypychanie ludzi dobrze przygotowanych, jako potencjalnych konkurentów […] To jest zamykanie się partii, to jest syndrom „tłustych kotów”, niechęć do pracy, chęć walki tylko o różnego rodzaju stanowiska”
Jarosław Kaczyński, kongres PiS, 03.07.2021

5/5 - (1 vote)
Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.