Strach ma twarz dziecka

REKLAMA

O tym, co dzieje się w Aleppo, świat wie od 2012 roku, kiedy to zaczęła się walka o kontrolę nad miastem między syryjską armią narodową a rebeliantami. W ciągu czterech lat miasto zamieniło się w gruzy, na których nadal żyją bierni uczestnicy wojny domowej – zwykli ludzie, zwykłe dzieci, zwykle kobiety i zwykli mężczyźni. Tak zwyczajni i zwyczajnie wciągnięci w rozgrywki, w których nie biorą udziału.

Świat stara się pomóc Aleppo z marnym skutkiem. Pomoc humanitarna to zaledwie kropla w morzu potrzeb. Zalew uchodźców z Syrii zaczyna przerastać możliwości krajów Unii Europejskiej. Tym bardziej, że nie mówią one jednym głosem. Prawda jest taka, że żadna pomoc nie zastąpi pokoju, do którego świat nie jest w stanie doprowadzić.

Stanowisko polskiego rządu – tu trzeba podkreślić, że obecnego – jest jasne od początku przejęcia władzy w Polsce. Polska uchodźców nie przyjmie, ponieważ nie będą potrafili oni zintegrować się ze społeczeństwem z racji odmienności kulturowej i wyznaniowej i mogą stanowić zagrożenie terrorystyczne dla polskich obywateli. Jak się człowiek uprze i jedno oko przymknie, to może przyjąć, że są dość mocne argumenty przeciwko przyjmowaniu „obcych”. Jednak jak otworzy oko i podrapie się w głowę, to zrozumie, że ludziom, którzy uciekają przed wojną, pomóc trzeba. Z racji przyzwoitości, z racji sytuacji, w jakiej się znajdują i tego, że pomocy nie powinno się odmawiać. Bo kiedyś może i my będziemy jej potrzebowali.

Rząd wyraził swoją opinię, lecz poszczególne miasta postanowiły otworzyć się na pomoc uchodźcom. Z taką inicjatywą wystąpił między innymi prezydent Sopotu, Jacek Karnowski, który poprosił rząd polski o wyrażenie zgody na przyjęcie dziesięciorga dzieci z Aleppo, które straciły rodziców w wojnie domowej. Dzieci te miały przyjechać do Polski przede wszystkim na leczenie i rehabilitację. Rząd polski odmówił jednak wydania zgody na ich czasowy przyjazd, uzasadniając odmowę obecną sytuacją w Aleppo (rzekomo nie ma możliwości ewakuowania tych dzieci z kontrolowanego przez armię rządową miasta) oraz trudnościami z ustalaniem tożsamości dzieci, które mogłyby stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski. Ministerstwo zaleciło skierować bezpośrednią pomoc tam, gdzie obecnie przebywają dzieci.

A teraz cofnijmy się w czasie do lipca 2016 roku, kiedy z okazji Światowych Dni Młodzieży w Polsce gościł Papież Franciszek. O, jakże chętnie przedstawiciele polskiego rządu zjawiali się na mszach z jego udziałem, jakże pochylali głowy w zadumie nad jego słowami. I jakże szybko zapomnieli o słowach papieża, dotyczących pomocy tym, którzy jej potrzebują.

Jednocześnie potrzebna jest gotowość przyjęcia ludzi uciekających od wojen i głodu; solidarność z osobami pozbawionymi swoich praw podstawowych, w tym do swobodnego i bezpiecznego wyznawania swojej wiary. Równocześnie należy zabiegać o współpracę i koordynację na poziomie międzynarodowym, w celu znalezienia rozwiązania konfliktów i wojen, które zmuszają wielu ludzi do opuszczenia swoich domów i ojczyzny. Chodzi zatem o uczynienie tego, co w naszej mocy, aby ulżyć ich cierpieniom, niestrudzenie, inteligentnie i stale działać na rzecz sprawiedliwości i pokoju, świadcząc konkretnymi faktami o wartościach humanistycznych i chrześcijańskich.

Serce miłosierne potrafi być schronieniem dla tych, którzy nigdy nie mieli domu albo go stracili, potrafi stworzyć atmosferę domu i rodziny dla tych, którzy musieli emigrować, jest zdolne do czułości i współczucia. Serce miłosierne potrafi dzielić swój chleb z głodnym, serce miłosierne otwiera się, aby przyjmować uchodźców oraz imigrantów. Powiedzieć +miłosierdzie+ wraz z wami, to powiedzieć: szansa, to powiedzieć przyszłość, powiedzieć zaangażowanie, powiedzieć zaufanie, powiedzieć otwartość, gościnność, współczucie, powiedzieć marzenia.

Tak, to słowa Papieża Franciszka, wygłoszone na naszej polskiej ziemi, w obecności przedstawicieli rządu polskiego. Rządu, który tak chętnie uczestniczy w uroczystościach kościelnych, w mszach. Rządu, który tak często odnosi się do wartości chrześcijańskich. Tylko, że wartości te są dobre, kiedy pasują do okoliczności. Kiedy trzeba przemawiać do suwerena, kiedy trzeba przypominać suwerenowi o polskiej tradycji katolickiej, o tym, że jest ona w naszym narodzie zakorzeniona od roku 966. Nie ma dla tych wartości miejsca, kiedy trzeba wyciągnąć miłosierną rękę do dziesięciu osieroconych dzieci, by wyrwać je z piekła, w którym żyją. Za ich twarzami dzieci kryją się zamachowcy, terroryści, innowiercy, którzy na pewno wyjdą na ulice i zaczną strzelać do przechodniów.

Strach polskiego rządu przyjął oblicze dziecka. Dziecka, które swoje już przeżyło – a przeżyło znacznie więcej niż każdy z nas, żyjących w kraju, który nie jest targany wojenną zawieruchą – i które wymaga pomocy. Takiej zwykłej, ludzkiej pomocy. Zwykłego, ludzkiego odruchu serca.

Jakże pięknie jest wygłaszać frazesy o miłosierdziu, o miłości wobec bliźniego, o życiu wedle boskich przykazań. A gdzie jest kochaj a bliźniego swego jak siebie samego? Gdzie jest miejsca dla uczynków miłosierdzia, wynikających z obowiązku chrześcijanina, które zostały wpisane w katechizm? Głodnych nakarmić. Spragnionych napoić. Nagich przyodziać. Podróżnych w dom przyjąć.

W ciągu tych kilkunastu miesięcy często wstydziłam się za rząd polski. Co jednak daje mój wstyd, skoro ten rząd sam swoich uczynków się nie wstydzi?

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.

3 Komentarze

  1. Czy ktoś się orientuje co oznacza w swiecie arabskim gest ze zdjecia ? ( chodzi o ‚victoria’ tylko odwrócona dłonią? )

    • „Wiktoria – Victoria” (litera V z dwóch wyprostowanych palców)
      Dłoń skierowana do odbiorcy wewnętrzną częścią ma wydźwięk pozytywny, oznacza zwycięstwo. Natomiast jeżeli pokażemy rozmówcy grzbiet dłoni, może odebrać to jako obelgę (szczególnie Brytyjczyk, gdyż w ten sposób Francuzi w czasie wojny stuletniej grozili brytyjskim łucznikom, gest ten oznaczał wówczas: „obetniemy wam dwa palce, których używacie przy zakładaniu strzał”. Gest ten „działa” nie tylko w Zjednoczonym Królestwie, ale całym byłym Imperium (Nowej Zelandii, Australii oraz Irlandii).

    • Max: Na pewno znaczy „Zabijemy wasz wszyscy niewierni Polacy i zgwałcimy wasze żony i córki” 😀
      Co to ma za znaczenie? Dzieciak na zdjęciu pokazuje V jako symbol tego, że jeszcze żyje. Choć na pewno nie jest to zasługa miłosiernych katolików z Polski.

Komentowanie jest wyłączone.