Ale Meksyk…

REKLAMA

Z życia PiS-u.

Nie, nie darzy się ostatnio partii rządzącej. Anżej wykupił sobie za pieniądze podatników wczasy w Meksyku. Zamiast się kopnąć do Watykanu i z tydzień poleżeć plackiem, bo przecież to jego pasja, szurnął szybowcem za ocean. W neseser zapakował kanapki z czarnym salcesonem, dwa pomidorki koktajlowe i order w ramach prezentu. Wylądował telemarkiem na kolanach, walnął modły, podriftował trochę na kolanach i chciał przygwiazdorzyć przed śniadymi dupami. Dorwał konsula honorowego i jeb mu order chce przypinać. Konsul grzecznie, ale stanowczo podziękował i zasugerował, żeby Anżej zabrał suwenir z powrotem do kraju i przyznał pośmiertnie Alikowi. Anżejowi nie poszło.

Nieciekawie ma Szyszko, ponury żniwiarz, „wyjebujący” drzewa hurtowo na akord. Nieznani sprawcy, ale poszlaki wskazują na gang bobrów z Parku Biebrzańskiego, wykarczował ministrowi działkę i latem będzie tam prażyło jak w prodiżu. To już drugi skok tych futrzanych huncwotów na kwadrat Szyszki. Wcześniej sierściuchy podpierdoliły z chaty ministra wypchane zwłoki swoich kolegów. W zamian za trofea wzorem włoskiej Camorry zostawiły na miejscu skoku zakrwawiony toporek.

Trochę lepiej ma Beata, która udaje premiera i markuje samodzielność. Do tej pory wylatała wojskowym aeroplanem 2 miliony złotych, żeby tylko stary miał ciepły posiłek na stoliku. Jak dodać koszt rozwalonego na drzewie pancernego audi, to taniej byłoby wykupić karnet w stołówce Magdy Gessler i to z dowozem.

Ale kto k*** bogatemu zabroni?

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.