Jabłko Stanisława

REKLAMA

Wracałem dzisiaj z pracy pociągiem PKP Intercity. Wsiadłem do właściwego wagonu, następnie przedziału, w dalszej kolejności zająłem wskazane na bilecie miejsce. Niestety środek. A ja lubię przy oknie. Z czterech obecnych tam dotychczas osób, trzy były bez maseczki. To akurat wcale mnie nie zdziwiło. W końcu to ludzie wolni, myślący samodzielnie, przeciwnicy totalitarnego zamordyzmu i wszczepiania ludziom implantów mających na celu całkowite przejęcie nad nimi kontroli. A znowu ten w maseczce to kto? Tresowany imbecyl bezmyślnie słuchający swojego załganego premierka, choćby ten każdego kolejnego dnia zaprzeczał słowom, które sam wypowiedział w dniu poprzednim? Czy może jednak jakiś syn komuchów, aktywista LGBT, wykolejony zwolennik nauczania przedszkolaków masturbacji, mający w tym swoim plecaczku sztucznego fallusa oraz tabletki na zmianę płci dla dzieci swoich sąsiadów, chcący wpisania do Konstytucji nakazu noszenia na gębie tego knebla i ktoś, kto w ogóle nie powinien podróżować w tym samym wagonie co normalny obywatel? Ale maseczki nie miał tęczowej, tylko normalną właśnie, heteronormatywną. Białą. Jak Boga kocham, ciężko już się w tym wszystkim połapać. Kto z kim, przeciwko komu? Kto myślący, kto baran? Kto płaskoziemiec, a kto zmanipulowana ciemna masa? Zacząłem się zastanawiać, co mam w tej niekomfortowej sytuacji począć? Siedzieć ponad dwie godziny w tym czarnym kawałku szmaty na pysku, jak ten rozhisteryzowany, wierzący w opowiadane przez telewizje i różnej maści opłaconych ”ekspertów wirusologów” , nie używający własnego mózgu głąb? Czy zdjąć ją i ”awansować” do grona tych, którzy nie dają nałożyć sobie kagańców naruszających ich sfery intymne?

Odważyłem się po dłuższej chwili odezwać do kolegi ”współdebila w namordniku” i zapytać go, czy w zaistniałych okolicznościach jest sens, żebyśmy dusili się w tych maseczkach w momencie, kiedy troje pozostałych towarzyszy podróży ma nas w głębokim poważaniu? Zaskoczyła mnie jego odpowiedź i informacja, że jesteśmy całkowicie bezpieczni. Wskazał przy tym na siatkę jabłek obok ”niezniewolonych”, na którą wcześniej w ogóle nie zwróciłem uwagi. Dodał, że są to jabłka Świętego Stanisława. Coś tam słyszałem o wspomnianym Stanisławie, ale nigdy nic o jego jabłkach. Zamaskowany współpasażer wyjaśnił mi, że chodzi o Świętego Stanisława, zacnego inteligenta z Żoliborza, wybitnego chirurga i Patrona ludzi pracujących dla idei. Twierdził on podobno, że zjedzenie już dwóch jabłek dziennie w bardzo wysokim stopniu zabezpiecza nas przed koronawirusem. Ale że mnie nikt tymi jabłkami poczęstować nie zechciał, to i siedziałem w tej masce do samego Radomia, o kolejnych 125 minut bliższy grzybicy płuc oraz absolutnego zniewolenia.
Następnie przez całą drogę z dworca kolejowego do domu towarzyszyły mi potworne wyrzuty sumienia spowodowane tym, jak bardzo niesprawiedliwie oceniłem tych troje pasażerów. Przed poznaniem całej prawdy, naubliżałem im bowiem w myślach od antycovidowców, antyszczepionkowców, plandemistów i przy okazji morderców zwierząt futerkowych.

Życzę wszystkim dużo odporności. Jedzcie jabłka, żebyście nigdy nie znaleźli się w sytuacji takiej, że Wasze zdrowie zależeć będzie od nie w pełni zaangażowanego w swoją pracę personelu medycznego !

 

zdjęcie: national-geographic.pl

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


*