Obrażajo!

REKLAMA

Oto kolejna odsłona zubożonej rozrywki wodewilu czasów pandemii. Ale nie traćmy ducha! Duch w narodzie żyje! Nie poddamy się łatwo! Posurfujemy na tarczy ku wyborom pocztowym!
Albowiem radzić sobie trzeba. Skoro nie da się sprowadzić szampana i roznegliżowanych tancerek z Moulin Rouge, poprzestaniemy na nie mniej wysmakowanych Sovietskoje Szampanskoje i gości przez videokonferencję. A goście to nie byle jacy!
Nasz program odśpiewają dziś w grobowo przezabawny sposób chóry żyjących jeszcze bohaterów Wielkiej Radzieckiej Wojny Ojczyźnianej i laureatów Moskiewskich Spartakiad! Niespodzianka, Ueberraschung, surprise, sorpresa! Przez videołącza! I aparaty tlenowe!
A zatem patrzcie i podziwiajcie (refreny śpiewa Włodzimierz Iljicz z płyty gramofonowej wyrytej w wosku i umieszczonej pieczołowicie w wiadomym mauzoleum):

 

ŚPIEWOGRA XXI
pt. „CDT”, czyli – Centrala Dystrybucji Trolli

 

występują:
reporter: (R)
szef regionalny na kondominium rosyjsko – niemieckie, wiceminister Szachermacher (S)

fragment

R: Ależ panie wiceministrze, to jest niebywałe! Ten rozmach, ta kubatura elektronicznej infrastruktury! Muszę przyznać, że zarządzanie tym biznesem wygląda na bez zarzutu, ale jednak trudne. To chyba przedsięwzięcie masowe?
S: Powiem skromnie, że tak. Widzi pan, ta farma, to jest tak na ze dwa tysiące sztuk, chów ciągły, posty od kupra po dwanaście na kwadrans, a po odliczeniu amortyzacji z programów unijnych – faktycznie za grosze. A to tylko jedna z wielu farm.
R: Unijnych?!
S: No tak. To jest rządowy program informatycznego ożywienia regionów zapóźnionych gospodarczo. Praktycznie wychodzi na to, że jak ja mam post taki średniowartościowy, powiedzmy „Kiedy haniebny marszałek koperta przyzna się do swoich żydowskich korzeni?” – to ja płacę za to 23 grosze brutto. Reszta z Unii.
R: Imponujące! Ale jak udaje się osiągnąć ciągłość dostaw?
S: Nie chcę, panie redaktorze, tak zdradzać wszystkich tajemnic kuchni, he, he. Ale powiem tyle, że mamy różne możliwości motywacyjne. Premie, przebitki, relacje menadżer – podgrupa wykonująca zlecenia. Takie tam korposztuczki, nie będę pana zanudzał. Prawdziwy cymes tkwi w technicznym ciągu przekazu informacji.
R: Oooo, a tu mnie pan zaciekawił.
S: My to nazywamy pingiem, tak troszkę żartobliwie. To są czasy szybkich wyzwań, panie redaktorze. To nie jest tak, że my się drukujemy, jak jakieś polskojęzyczne gazety. Nie, nie. My działamy w ciągłym procesie technologicznym, coraz szybszym.
R: Czyli?
S: Chodzi o jak najefektywniejsze skrócenie czasu na linii: pomysł umiłowanego przywódcy – post wynajętej kaczuszki. Wie pan, to nie jest takie proste. To jak z przesyłem prądu: zawsze napotykamy jakieś minimalne opory. Takie małe przebłyski sumienia na stacjach końcowych. Bo, jeśli się wysyła takie pierduty i każe je uzasadniać, trzeba złamać naturalny elektryczny opór mózgu.
R: I jak się to wam udaje?
S: Czysta fizyka. Moc, napięcie, natężenie, forsa. I – nie chwaląc się – jestem teraz w stanie propagować pomysł, że oparzenia trzeciego stopnia leczą dziewictwo z propagacją na cały kraj w 80 procentach skuteczności na statystyczny serwer. Po piętnastu sekundach od decyzji na Nowogrodzkiej!
R: Imponujące! Niesamowite! Czegóż mógłbym panu życzyć przy takich sukcesach? Poza zdrowiem w obecnej sytuacji, ha, ha, ha!
S: Troszkę więcej finansowania. Konkurencja nie śpi. Z tych dwóch miliardów dla telewizji uszczknęliśmy zaledwie kilkanaście procent – nie mogę powiedzieć dokładnie ile, tajemnica handlowa i państwowa – więc na razie jakoś trzymamy poziom. Ale konkurencja nie śpi.
R: Konkurencja?
S: Tak. Zauważyliśmy, że z niewiadomych przyczyn Rosja wysyła podobnie do naszych brzmiące posty. Ba, niektóre z naszych kaczuszkotrolli zaczęły nadstawiać kuperka także im, działając na dwa fronty. Ja rozumiem, że mamy wspólny cel, ale, moim zdaniem, są to niegodne konkurencyjnie i biznesowo zachowania. Czyli, prosiłbym o życzenia, aby nasz radzieccy koledzy aż tak nam nie pomagali.
R: Zrobione. Życzę panu samych sukcesów i wszystkiego najlepszego jako niepokorny i niezależny dziennikarz „W sieci SKOKów”.
S: Dziękuję. Tylko pytanie jeszcze…
R: Tak?
S: Czy pański dziadek nie miał nazwiska kończącego się na –baum?
R: Skądże.
S: A –stein?
R: Nie. Po kądzieli Bigos, a mieczu Gomułka.
S: Dobrze, dobrze… A Bigos nie był aby w SB?
R: Przepraszam. No był…
S: Dobrze, dobrze…
R: Dziękuję za rozmowę.
S: Proszę.

KURTYNA

 

ŚPIEWOGRA XXII
pt. „Jakoś to będzie”

 

Oaza spokoju w pędzącym zamęcie,
Bo woda jest w szklance, mikrofon na prąd:
„Spokojnie kochani, wszak jakoś to będzie,
Nad wszystkim panuje parlament i rząd”.

Wciąż leją nam w uszy zapewnień kojenia,
Bajanie ministra przedziwne ma wzięcie:
Czy wirus, czy budżet – się przecież docenia
Briefingu ten wniosek, że jakoś to będzie.

Szkoły zamknięte? Coś ogarniemy;
Coś nam tam Kurski w TV już skleci,
Bo my nad wszystkim tak panujemy
Dla dobra naszych kochanych śm… dzieci.

Kryzys? No pewnie, że to się czuje!
Zrobimy jakieś klituś bajdusie;
Glapa już forsę w tonach drukuje:
Tarczą nazwiemy. Plus bajki w ZUSie.

Ha, ha, łykają! To jeszcze ściemy:
Że my gotowi od stycznia na to,
Bo my nad wszystkim już panujemy:
Z kalkulowaną wszystko jest stratą…

Dawaj Szumowski! Na piękne oczy!
Na suwerena to cudnie działa:
Zanim inflacja z pomorem wkroczy,
Będzie publika rządy kochała!

O! A wybory? Opanowane!
Tak czy inaczej my je zrobimy,
Warunki z datą będą podane
Najpewniej parę godzin przed nimi.

Nie, nie jest państwo wszakże z kartonu,
Cóż to za dziwne są supozycje;
Będzie na poczcie głosować komu:
Zbierze się PESEL poprzez policję.

Nie, nie jest wcale państwo w ruinie.
Proszę – nad wszystkim tak panujemy!
Patrzmy, jak burdel ten się rozwinie.
W razie wpadunku – my się zwiniemy.

Szybko wybory – i w karby hordę,
A jeszcze lepiej parlamentarne;
Bo jak się kapną brani za mordę,
Szanse na władzę już będą marne.

Jakoś to będzie, bredźmy namolnie;
Ściemniajmy twardo, bo czas nas goni.
A jak to wszystko wcześniej pierdolnie?
Wtedy, jak zwykle. Nie my. To oni.

KURTYNA

Słucham? Pani Janina ze Słupska przypomina? Pan Nataniel z Odrzywołów wnosi? Pani Krystyna z Monachium rości? Pani Karyna z Krąpiel potępia?
Ależ tak, jest, jest, oto i on! Najnowszy rebus dla kumatych, jeśli wiecie o co chodzi, joł, joł, jeśli wiecie, o co chodzi!
O jaką panią magister nauk chodzi w poniższym obrazku?

 

No cóż, zdajemy sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach TIK TOKA i na nim prezydenta oczekiwanie jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego jest roszczeniem drastycznym i na wyrost.
Czyli – potrzebna nagroda.
A oto i ona – och, dobiega nas ten wzdech podziwu od Bałtyku do Tatr!:

To PESELE najbardziej majętnych opozycjonistów, dostarczone przez Pocztę Polską i oprawione w złote rajstopy przez dział reklamy NBP pana Glapińskiego.
Nagroda zostanie dostarczona aryjskim potomkom żołnierzy wyklętych naturalnym modelem TU154, pięknie uczynionym przez prof. Biniendę z puszek po napoju wyskokowym marki piwo.
Zwycięzców prosimy o drobiazg: wynajęcie lotniska o pasie startowym minimum 3 km obok brzozowego zagajniczka. Zwycięzca ma szansę dojść do prawdy wielokrotnie i satysfakcjonująco jego i jego partnerkę (lub partnera!) przy pomocy patriotycznego eksperymentu z zakresu fizyki sprężystości aluminiowanych ciał puszkowanych. Czuj, czuj, czuwaj, WOT, ku chwale Ojczyzny!

A teraz, po uprzejmościach, czas na odrobinę gorzkiej, antylewackiej prawdy:

 

Obrażajo!

 

Coś tam w epoce paleolitu
Bóg zesłał Ziemi dumnych Lechitów,
Albo też dawniej to być musiało,
Jeno się plemię to maskowało.

Wszak mu do świata nieprędko było.
Gdzie by tak ludźmi w świecie darzyło!
U nas się bowiem ideał wykuł:
Polak, katolik, dawca pomników.

Gdzieś tam po globie degeneracje,
Mają więc zacni Lechici rację:
Lepszych niż Polak się nie ogląda,
To na co to się dalej rozglądać?

Dla swej zacności, przy tyluż rany,
Myśmy obecnie naród wybrany,
Nad którym czuwa opieka boska,
Więc się o państwo nie musim troskać.

Boska opieka naród ratuje –
Bardziej się mózgiem niż sercem czuje,
Bo choć te plecy, to niby bomba,
Co pięć pokoleń jest hekatomba.

A to Pan Bucek, jak jaki Waszeć,
Strugan na obraz i cnoty nasze;
Tako Maryja – w czerwieni, bieli –
Patriota kontent – to Ją weseli.

Z dziada pradziada my częstochowskie,
Co wykazują przymioty boskie:
Że wino z wody? To powiadacie?!
My pędzim wrogów po destylacie!

Z dziada pradziada my krześcijany,
Więc naród święty, co faktem znanym;
Nawet Naczelnik nie żył w ułudzie:
Że naród cudny, choć kurwy ludzie.

Niechby więc złodziej i przeniewierca,
Głupiec, sadysta, albo morderca –
Jego honoru widomym znakiem,
Że się urodził właśnie Polakiem.

Niechby kretynką była leniwą,
Lubo plotkarą nieurodziwą,
Zawsze się lepszą od reszty widzi –
Bo cała reszta, panie, to Żydzi.

Ukry, Rosjanie, Niemcy, podludzie,
Ciapaci, Romy, ze Śląska ludzie,
Kaszeb lub ze wsi, lub gorzej! – z miasta.
Jam tylko prawa, polska niewiasta.

Nic tu dziwnego, że tak przystojni,
Modni, bywali, światli, dostojni,
Mamy pretensję ciągłą do świata,
Że nas podziwem swym nie oplata.

Nas! Choć my ciągle bite ofiary!
Zwycięstw moralnych nieśliśmy dary,
A tu przed nami na twarz nie pada
Anglik ni Francuz. Ot, nowa zdrada!

Dziadek, powstania, blizny i groby,
Nocne rozmowy w marskość wątroby…
Nie pojmą obcy jak my, rodacy!
„Siur, letsch sie mosche wesztie to pracy?”

Niosąc na barkach polskości brzemię,
Choćby od dziecka walnięci w ciemię,
Dla krwi rozlanej, dziadów pomoru,
Mamy nadpodaż znaczną honoru.

Mamy honoru po czubki włosów,
Zatem dostanie zła Unia baty,
A my, z pogardą dla Unii trzosu
Brać będziem od niej godnie dopłaty.

Budżet? Już trudno, że się nie spina.
Zresztą, to także jest obcych wina!
My doświadczamy zaś przyjemności,
Iż mamy morza całe godności.

Nie to co prawda z tego wynika,
Że nie oddamy ani guzika;
Po co guzików jednak miliardy,
Kiedy na tony patriotyzm hardy?

Jak łacno widać, pełen przymiotów
Naród wychwalać siebie jest gotów;
Gdy zaś z głupoty własnej giniemy,
To obcych wina. Zawsze to nie my.

Naród aniołów w wiecznej frustracji,
Co nie znał z Marksem kolaboracji,
Bowiem i tutaj: za co się wstydzić?
Kolaborację robili Żydzi.

Naród cudowny, zwłaszcza z prawicy,
Wielki, ofiarny… cóż szmalcownicy?
Naród wciąż biedny, a tak dostojny,
By sfajczyć parę stodół za wojny.

Naród w tradycji jakże epicki,
Święty już z góry – bo katolicki,
Nawet najmniejsze słowo krytyki –
To antypolskiej działanie kliki.

Wierzą albowiem dzielni patrioci,
Że trza tradycję fałszywie złocić,
Że trzeba na nią chuchać i dmuchać,
Bo się rozpadnie – taka jest krucha.

Taką w Ojczyznę swą mają wiarę,
Że Ją rozwali słów prawdy parę,
Lecz nie przeszkadza fałszywej tłuszczy,
Że niegodziwość bardziej Ją łuszczy.

Muszą utwierdzać się wciąż w miłości,
Sądząc, że Ona gorszej jakości,
Tropiąc, co o Niej ktoś tam powiedział –
Zawsze ten kompleks będzie w nich siedział.

Czy tam nas, panie, nie „obrażajo”?!
Gdzie jest nasz honor, gdy „pomiatajo”?!
Furda tam słonie! Jest polska sprawa;
W „z kolan wstawanie” wieczna zabawa.

Rusza szaleństwo i dyplomacja,
W kraju półgłówków manifestacja,
Bo jakiś bałwan niedouczony
Naplótł w gazecie rzewne androny.

Tacy to właśnie z nas gołodupcy:
Miast dbać o państwo – czcimy je, głupcy;
I jakoś dziwnie, pawianów wzorem,
Bardzo czerwono świecim honorem.

Tacy „niezłomni” i „niepokorni”,
Twardzi po przodkach, do walki zborni,
Tacy wolności nimbem obrzmiali,
Tacy pamiętni tych, co skonali.

Wybitnie chcący dobra Ojczyzny,
Zahartowani przez czyjeś blizny,
Krwią pryskający, co niegdyś lana
Głównie symbolem na swych ubraniach.

A jeden mały staruszek mściwy,
Wytrwały, sprytny, biegle złośliwy,
Znał widać cnoty te malowane
I je wydobył na wierzch, kochane.

Teraz heroldzi owi wolności,
Świętości kraju, niezależności;
Siły, czystości, tradycji, mocy,
Oenerowskiej Polski prorocy,

Siedzą w kieszeni jednego dziada,
Tak dość pokornie, co by nie gadać.
Ojczyznę, co tak o niej jęczeli,
W pięć lat przy pięknych słowach opchnęli…

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie