Reformy Zalewskiej, czyli majty na łeb

REKLAMA

A było to tak…
Wezwał prezes minister Zalewską i zapytał – A co tam Anka z tą edukacją?
Pani Zalewska klęcząc swobodnie, wyszczerzyła w uśmiechu wszystkie 42 porcelanowe ząbki i już chciała odpowiedzieć, gdy prezes nieco zamyślony powiedział – Bo jak myśmy z Leszkiem do podstawówki chodzili, to była taka czytanka o „Heli traktorzystce”. Sprytna dziewczynka była. O i „Pana Tadeusza” na pamięć się uczyliśmy. To znaczy Leszek się nauczył i wyrecytował za siebie, i za mnie, ha ha ha…
A na matematyce to się do czwartej klasy słupki liczyło i tabliczkę mnożenia to każdy na wyrywki znał. Myśmy z Leszkiem to na pół się nauczyli. I nauczycielka nigdy się nie poznała. No i wychowywano dzieci patriotycznie, akademie były i dzieciaki pieśni śpiewały. A na ścianie obok orła wisiały portrety Gomułki i Cyrankiewicza…
Prezes zamyślił się podparłszy ręką swą mądrą głowę, a pani Zalewska czekała w przyklęku. Mijały minuty, jedna po drugiej i dwudziesta po dziesiątej. Po kilku godzinach kolana zdrętwiały jej nieco i poruszyła się niechcący, brzęknęła porcelana, gdy nieco zbyt gwałtownie zamknęła usta. Prezes ocknął się z zamyślenia i dodał – No to idź już zrobić tę reformę, żeby to taka porządna patriotyczna szkoła była. A nie, że te gimbusy to na Kukiza głosowały, zamiast na nas. No idź już idź…

I w ten sposób na lekcjach języka polskiego już od czwartej klasy uczniowie zaczną poznawać „Pana Tadeusza”. Zanim skończą podstawówkę, tak znienawidzą klasykę literacką, że przez następnych 50 lat nie będzie żadnych polonistów, a kolejna reforma (im. Krystyny Pawłowicz) będzie dotyczyła ortografii i każdy będzie mógł wziąść, co chce i wszyscy będą braść.
Znacznie uproszczono też matematykę, większość trudnych zagadnień przenosząc do ogólniaka, przez co w zasadzie nauczanie fizyki w podstawówce nie bardzo będzie miało sens, skoro nikt nie będzie znał funkcji, proporcjonalności prostej i odwrotnej, a więc pojęć związanych z większością treści nauczania fizyki.
Pani Zalewska przypomniała sobie również, że prezes kiedyś mówił o polityce historycznej, a więc historia to nauka polityczna. Jak pomyślała tak zrobiła. Skupiła się na patriotyzmie i żołnierzach wyklętych, a żeby nie szczerzył kłów potwór Gender, to na wszelki wypadek wywaliła ze wszystkich szkolnych przedmiotów choćby wzmianki o Marii Curie-Skłodowskiej. Dziewczynki na pracach ręcznych będą haftować.
W zasadzie to nie wiadomo, po co ta fizyka i chemia, ale prezes nic nie mówił, więc została. Ale na wszelki wypadek wszystko o Koperniku i ruchach planet pani minister wyrzuciła. Bo ksiądz to mówił, że te wszystkie astronomie i kosmosy to przeciw Bogu są. A na chemii dodano za to o obróbce węgla, bo przecież PiS obiecał, że kopalnie będą i będziemy mieć w Polsce piękne węglowe elektrownie.
Ale najwięcej to pani Zalewska miała problemów z biologią. No bo jak dzieciom powiedzieć takie tam różne rzeczy. Najlepiej jak by biologię po maturze dopiero zaczynać. Ale jakoś pani Ania dała radę. Nie ma nic o ochronie przyrody, bo minister Szyszko powiedział, że to same głupoty, a on mądry mężczyzna, to wie. No i tego Darwina też przy okazji się wyrzuciło. Ksiądz mówił, że to nieprawda wszystko.
Wyszło na to, że zostało sporo godzin na religię. Ponad 500 przez całą edukację. No to się ekscelencje ucieszą. No i apele będą raz w tygodniu obowiązkowo z hymnem. I wychowanie patriotyczne o Lechu Kaczyńskim. Może i portret w każdej klasie…
Zadowolona pani Zalewska kłapnęła sztuczną szczęką na myśl o następnej wizycie u prezesa.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.

6 Komentarze

  1. Niejaki Wojciech Starzyński w TVN zachwycał się nową podstawą programową. Fakt, że w programie brak noblistów, przyrody, fizyka mija się z matematyką nie ma znaczenia. Ważny według niego jest tzw. kod kulturowy, czyli „prawdziwa” znajomość wielowiekowej polskiej kultury.
    To jest jakaś paranoja. Nie będą uczyć fizyki normalnej tylko takiej z polskim „kodem kulturowym”? Maria Curie-Skłodowska jest sprzeczna z wielowiekową tradycją?

    • To, że na takiej podstawie programowej uczyły się poprzednie pokolenia, oznaczać może tyle, że owa podstawa jest co najmniej staroświecka, o ile nie przestarzała. Ja rozumiem, że PRL wykształcił wielu fachowców, w tym prezesa, ale na litość, ta epoka skończyła się ponad ćwierć wieku temu.

      • W sumie taki sposób kształcenia, jaki chcą przywrócić, skończył się w 1980 roku pod wpływem Solidarności. Czyli 37 lat temu.

  2. Do podstawówki zacząłem chodzić w latach pięćdziesiątych, jeszcze za Bieruta. w pierwszych klasach nie uczyliśmy się żadnych wywrotowych wierszyków o ptaszkach, czy kwiatkach. Uczyliśmy się i śpiewaliśmy w chórze „Hymn o Bierucie”. Ponieważ niewielu pewnie z jeszcze żyjących miało przyjemność uczyć się i śpiewać utworu tak wartościowego, przytoczę – ku przestrodze – jego fragment:
    „Zapalił światło w ciemnych dniach, Warszawę podniósł z ruin,
    Rozsiewa uśmiech w zgliszczach miast, szczęśliwy kraj buduje.
    Na zawsze los swój z nami splótł, bo uczniem jest Stalina
    Po wieki będzie polski lud Bieruta wciąż wspominał.

    Jak dumnie teraz słońce wschodzi i lżejszy jest nam każdy trud,
    Bo Bierut dzisiaj nam przewodzi, a krajem rządzi on i lud.
    Bierut sława Polski Ludowej, Bierut przewodnik ludowych mas,
    W jaśniejsze jutro, lepszą przyszłość, na czele partii prowadzi nas”.

    Ten hymn, śpiewany w drugiej klasie, pod odpowiednimi portretami wiszącymi w szkole, dobrze – jak widać – zapamiętałem. Świadczy to o chłonności umysłu dziecka i o tym, jak ważne są nauczane treści i ich przekaz. Nie chciałbym, żeby moje wnuki i prawnuki musiały się uczyć o „wielkości i dokonaniach” współczesnych kacyków.

Komentowanie jest wyłączone.