Słowackie wciry

REKLAMA

 

Ja was nie rozumiem, moi drodzy, złoci,
Że tak najeżdżacie na reprezentację:
Ona gra piastowsko – a nie to, że psoci,
Za jej grą potężne, historyczne racje!

Jest tak narodowa, że bardziej nie sposób;
Niechże świat popatrzy, niechże świat posłucha:
Oto na murawie kilkanaście osób
Oddaje niuanse lechickiego ducha!

Na początku zwyczajnie – nie ma nas na mapie.
Kiedyś, to byliśmy! Pod Wembley, Grunwaldem…
Lecz po latach smuty zaczynamy zapieprz
Powoli wznoszącym się wysiłku saldem.

Znienacka widzimy, że „Polak potrafi”.
Potrafi pracować, przejść eliminacje;
Nareszcie to nam się hossa teraz trafi,
Oto zaczęliśmy na serio sanację!

Nawet i roztropni nagle się robimy,
Że, choć lepsze polskie, co z dziejów wynika,
Po cichu nadzieję na sukces złożymy
W ręce to Holendra, to Portugalczyka…

Co akurat rzadkim przejawem rozsądku,
Bowiem myśl trenerska, jak i myśli inne,
Mniej się kuje z pracy, wiedzy i porządku,
Bardziej z wiary w cuda – co w Polsce nagminne.

Tyle, że rozsądek jak zwykle podszyty
Tą wiarą niezłomną, iż oto, pomału,
Tak z góra w pół roku duch nasz znakomity
Przez Portugalczyka wlezie do finału…

Już mniej wtedy pracy, a więcej fantazji,
Bo my potrafimy na drzwiach latać nawet;
Już nie odpuścimy tej rzadkiej okazji,
By mistrzowie świata gryźli przez nas trawę!

Jak bez wyobraźni ci Niemcy, Anglicy:
Szkolenie młodzieży, organiczna praca…
Lepsze iskra boża, święci wstawiennicy
I zryw narodowy – o, to się opłaca!

Bo my, pamiętacie, Psie Pole i Kłuszyn;
Wembley i Monachium, Warna, Somosierra,
My, wiecznie zdradzeni, co świata nie wzruszy:
Niechże Portugalczyk coś odrobi teraz.

No, i się zaczyna! Pompa w balonika,
Orły i sokoły. Och, biało – czerwoni;
Nie oddamy przecie już ani guzika,
My, wkrótce zwycięzcy – dosiadajmy koni!

A trąby, a radość, a fika publika,
Każdy zna się na piłce (oprócz tych, co winni);
Z euforii ogólnej niechybnie wynika,
Że z kolejnej szarży znów będziemy słynni!

Kończy się oczywiście, jak się skończyć musi,
Przychodzi rzeczywistość, co ma gdzieś patriotyzm
I te wszystkie mrzonki już na starcie dusi.
Trudno nawet orzec: wstyd to, czy egzotyzm?

Jak się okazało po raz już tysięczny,
Co od wieków szarpie patriotyczne nerwy,
Zbawcy nie działają, cud jest nieporęczny,
Myśleć i pracować trzeba zaś bez przerwy.

Ale to nie szkodzi, bo nic się nie stało.
Od wieków nie działa? Lecz kiedyś zadziała…
Choć –zaskakująco! – znów się nie udało,
Wróci paw narodów, wróci jego chwała!

Teraz czas już na to, co tak uwielbiamy:
Taplanie zbiorowe w smrodku nowej klęski.
Nie, że z tego wnioski jakieś wysmażamy –
Nie po to my naród moralnie zwycięski.

Wróci kiedyś prawo, wróci sprawiedliwość,
To są przecież spiski, nie bądźmy dziecinni!
Skazuje ten naród na wieczną cierpliwość
Nieśmiertelny morał: że winni są inni.

Jeszcze tylko gwiazdor do Bayernu wróci
Po same sukcesy. Bo przecie –mój Boże! –
Tam, to jest robota, a nie w orły rzucik,
Żaden lepiej u Niemca niż Polak nie orze.

Tacy już jesteśmy – wyborcy, posłowie…
Źliście na piłkarzy? Pozwólcie na słowo:
Przecież to Polacy! Co dziś mają w głowie?
Oni przecież z dumą grają NARODOWO!

Napisałem ten wierszyk trochę ze złości, ale potem pomyślałem, że może za bardzo stronniczo, za ostro, niesprawiedliwie…
A już dzień później, na konferencji prasowej, polski obrońca Jan Bednarek rzekł był:
“- Hiszpanie zobaczą, jak broni polska husaria. Tak do tego podchodzimy. ”
Nic nie zmyślam. Tak powiedział. Co do literki. No i przeszły mi wątpliwości.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.