Bijące serce partii

REKLAMA

Z dzieciństwa i młodości pamiętam, że widząc milicjantów, przechodziło się na drugą stronę ulicy. To był odruch. Każdy zdawał sobie sprawę, że milicja może wszystko i nigdy nie poniesie konsekwencji. Jako nastolatek oberwałem długą milicyjną pałą ot tak, bo znalazłem się w zasięgu, nie dlatego, że coś zrobiłem. Wielu moich kolegów miało podobne doświadczenia. Polacy dość powszechnie milicję nazywali „bijącym sercem partii”.
Bijącym, dość dosłownie.
Oczywiście z biegiem lat postępowanie milicji się zmieniało, im bardziej władza była niepewna, tym mniej agresji ze strony milicjantów. Oni chyba mieli jakieś specjalne czujniki.
Podobne zjawisko można było zaobserwować już po roku 1989. Patologie w zachowaniu – już nie milicjantów, ale policjantów – nie zniknęły całkowicie. Co jakiś czas słyszeliśmy o nadmiernym użyciu siły, o pobiciach na posterunkach o środkach stosowanych niewspółmiernie do zagrożenia. Zwykle to dziennikarze wykrywali rozmaite policyjne przestępstwa, a politycy niestety bardzo często pomagali tuszować, bronić i mataczyć, gdy przyszło co do czego. Jednak zwykle ludzie nie bali się policji. Dość mocno bowiem wpajano funkcjonariuszom, że pełnią wobec społeczeństwa role służebną.
Postawa policji zmienia się jednak bardzo szybko, gdy do władzy dochodzą ludzie dla których władza jest korzystaniem z przywilejów i niczym więcej. Tak było po wyborach w 2005 roku, tak jest też teraz. Policja z jednej strony zmuszona jest pełnić rolę służebną wobec władzy, z drugiej strony musi się stawać zbrojnym ramieniem tej władzy. zatem szybko i ostro trzeba pokazać społeczeństwu, że policja dużo może.
Doskonałym przykładem jest ciągnąca się, a raczej tuszowana przez rok sprawa śmierci Igora Stachowiaka we Wrocławiu, która nadal nie wyszłaby na światło dzienne, gdyby nie determinacja dziennikarzy. W efekcie straciło stanowiska kilku policjantów, lecz śledztwo dalej nie dało żadnych rezultatów. Przypomnijmy, że parę lat temu, gdy w nie do końca jasnych warunkach popełnił samobójstwo w więzieniu znany przestępca, to minister sprawiedliwości podał się do dymisji natychmiast, czego zresztą żądała ówczesna pisowska opozycja. Dziś ministrowie Ziobro i Błaszczak, politycznie odpowiedzialni za mataczenie w tym śledztwie, nie mają zamiaru opuścić stanowisk. Odpowiedzialność polityczna dla PiS nie istnieje.
Probierzem władzy jest zachowanie policji w stosunku do neofaszystów i zwykłych ludzi. Neofaszyści dziś są hołubieni, zaś zwykłym ludziom pokazuje się,że władza może wszystko. Chodzi między innymi o to, by obywatel udając się na marsz protestacyjny bał się, bo wtedy może zrezygnuje.
Dobrym przykładem jest – opisana przez Dziennik Bałtycki – interwencja policjantów w Lęborku. Starszy mężczyzna złamał zakaz jazdy rowerem na jednej z ulic. Czterech policyjnych byczków skuło staruszka kajdankami, bo ich zdaniem, nie był dostatecznie pokorny i grzeczny. Jaki był cel tej demonstracji budzącej sprzeciw i złość przechodniów? Pokazać, że policja może.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.