Aferzystan

REKLAMA

Wokół kluczowej dla Polski daty – roku 1989 – krążą dwie narracje. Jedna z nich mówi, że partia komunistyczna po latach rządów i doprowadzeniu do bankructwa gospodarki nakazowo-rozdzielczej, widząc bezskuteczność przemocy, zdecydowała się przystąpić do rokowań z opozycją. W wyniku czego w końcu pogodziła się z utratą władzy, a Polska wyzwoliła się w sposób pokojowy spod dominacji Związku Radzieckiego i zaczęła wprowadzać gruntowne reformy systemu gospodarczego. Ta trudna droga, która trwała ćwierć wieku doprowadziła nas z jednej strony do NATO, dzięki któremu zwiększyło się nasze bezpieczeństwo, z drugiej zaś do Unii Europejskiej, dzięki czemu staliśmy się uczestnikami i beneficjentami największego na świecie projektu gospodarczo-politycznego. Konkluzja jest oczywista, pomimo porażek, które się również zdarzały, możemy być dumni z siebie, z naszej pracy i swojego kraju.
Druga narracja mówi, że to wszystko nieprawda. Przy okrągłym stole dogadali się zdrajcy narodu,którzy byli zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. Według tej narracji Wałęsa to agent bezpieki, który zapewnił bezpieczeństwo i dalsze zyski złodziejom i bandytom komunistycznym. Polska nie stała się wolna, a stała się czymś na kształt serialowego miasteczka Deadwood z dzikiego zachodu, w którym krzyżują się z jednej strony interesy banków, którymi rządzą Żydzi, postkomunistów z Rosji pod wodzą Putina i wrogów z Europy Zachodniej, głównie Niemców, którzy są naszym odwiecznym wrogiem. Czasem prawdziwi Polacy próbowali odzyskać kontrolę nad swoją ojczyzną, ale zawsze przegrywali ze zmasowanymi siłami światowego zła. W 1992 roku, potem w 2007 i wreszcie w 2010, gdy w zamachu poległ człowiek, w którym pokładano nadzieję – prezydent Lech Kaczyński. Przez te wszystkie lata Polska była rosyjsko-niemieckim kondominium wstrząsanym nieustannymi aferami, a ludziom żyło się coraz gorzej.

W tym kontekście zaczyna się wyliczać afery począwszy od afery FOZZ, potem Art-B, Grobelny… Starannie jednak pomijając kwestie związane z Porozumieniem Centrum braci Kaczyńskich i spółką Telegraf, przejęciem pewnych wydawnictw i konsekwencją tych działań w postaci spółki Srebrna i jej dość zagadkowych interesów. Cicho sza. Lepiej powiedzieć o aferze Rywina, który przyszedł do Michnika z propozycją zapłacenia siedemnastu milionów łapówki. Ale też lepiej nie mówić, że to Michnik oddał go w ręce policji. A najlepiej przedstawić to tak, żeby aferę Rywina zamienić w aferę Michnika. Aby wrażenie było właściwe, o tych dawnych aferach należy wspominać tylko tak, aby wymieniać nazwiska ludzi z wrogiego prawdziwym Polakom obozu. Nawet jeśli z daną aferą nie mieli zbyt wiele wspólnego. I rysować tylko ogólny kontur afer, bez zagłębiania się w szczegóły, bo po co drążyć. Co innego, gdy dochodzimy do afer bardziej współczesnych, a jedną z większych jest afera Amber Gold.

Komisja Nadzoru Finansowego alarmowała prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta o tym, że Amber Gold może być piramidą finansową nastawioną na oszukiwanie klientów. Ale pisma z KNF utknęły w biurkach dwóch prokuratorów (Ryszarda Tłuczkiewicza i Piotra Wesołowskiego), którzy wciąż cieszą się zaufaniem ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. (Gazeta Wyborcza)

Niejaki Marcin P., niespełna dwudziestopięciolatek bez wykształcenia, zakłada skomplikowaną piramidę finansową, która obraca ogromnymi wręcz milionami. Wcześniej był kilkakrotnie skazywany, żeniąc się zmienia nazwisko. Przedtem był właścicielem Multikasy, która zajmowała się tanim pośrednictwem w płaceniu rachunków za telefon, za prąd, za gaz. Według sądu Marcin (jeszcze wtedy S.) nie miał początkowo zamiaru oszukiwać wpłacających pieniądze, ale jego nieudolność spowodowała upadek firmy. Jak się do tego mają peany pod jego adresem wypowiadane przez dawnych kolegów i niektórych nauczycieli. Że genialny, że ekonomię miał we krwi. Dotarłem do innej opinii o właścicielu Amber Gold. Pewien anonimowy – i taki pragnie pozostać – człowiek uważa, że był to typowy Dyzma. Niewykształcony, nadrabiający gadulstwem i bezczelnością. Stereotyp domokrążcy. Mało prawdopodobne jest nawet to, że Marcin P. sam wpadł na pomysł zbudowania skomplikowanej piramidy finansowej, do tego trzeba znacznie większej wiedzy i doskonałego planowania. Jednym słowem Marcin P. był słupem. A tropy prowadzą do polityków z różnych obozów przez trójmiejskie kancelarie prawne. Amber Gold obiecywała bezpieczne i zyskowne inwestycje w złoto. Z lokat spółka uzyskała 851 mln zł, z czego zaledwie ponad 10 mln zł zainwestowała w złoto, mające być zabezpieczeniem wkładów. Jednak od pewnego momentu dziwnie wyglądają dalsze działania Marcina P. Założenie linii lotniczej OLT sprawia wrażenie takie, jakby chciał szybko stracić dużą ilość pieniędzy. Wiadomo było, że tanie linie powoli zaczynają przeżywać kryzys, nasycenie rynku w Polsce było duże. Zapotrzebowanie na loty wewnątrz kraju wcale nie było oszałamiające. Do tego doszło dziwne i krótkotrwałe zatrudnienie syna premiera tak, jakby celowo chodziło o późniejszą możliwość wplątania go w aferę. Gdzie były służby ze słynną CBA na czele? Oczywiście dzieci i rodzina polityków na świeczniku też gdzieś muszą pracować, ale właśnie CBA powinna roztoczyć parasol ochronny prześwietlając firmy i ludzi. Wygląda jednak na to, że służby tajne nie były zainteresowane tym, by chronić premiera i rząd.
Nikt dziś nie chce się już zajmować inną aferą, której efekty kosztowały kraj znacznie więcej. A powiązania na styku przestępczości, biznesu i polityki dotyczyły rządzącej dziś partii. Wykonawcy poleceń Kaczyńskiego skutecznie jednak zagłuszyli informacje na ten temat nagłośnieniem innych spraw.

Ludzie, którzy stworzyli to imperium, albo byli niekompetentni, albo nieuczciwi, albo jedno i drugie. W efekcie doszło do powstania gigantycznych strat. Na dodatek jeszcze osoba, która przyczyniła się do tych strat, czyli senator PiS-u Bierecki, dokonał jeszcze tych operacji prawno-finansowych. /…/
Mamy insynuację, że zarzuty, iż powstały gigantyczne straty w SKOK-ach, są wyssane z palca, a powstały w mediach prywatnych pod wpływem zagranicznych banków. To jest obliczone albo na ludzi, którzy mają mentalność sekty, albo na kompletną naiwność. (Leszek Balcerowicz)

W rzeczywistości ogromne koszty ponieśli polscy podatnicy, jako klienci innych banków, ponieważ okazała się konieczna interwencja Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.Dziennikarze podkreślali niesłychaną wręcz bezczelność i arogancję PiS. To był też sygnał, jak będą wyglądać rządy tej partii, jeśli wygra wybory.

Specyfika tego układu polega na tym, że jest on jawny do granic bezwstydu. Widać to było podczas ostatniego posiedzenia sejmowej komisji finansów. Przy jednym stole siedziało szefostwo SKOK-ów z posłami PiS-u, na czele z Jerzym Szmitem, który zanim został parlamentarzystą, kierował SKOK-iem w Olsztynie. Podczas tego i wcześniejszych posiedzeń Szmit otwarcie konsultował swoje wystąpienia z przedstawicielami Kas. (Gazeta Wyborcza)

Jednak to jeszcze nie wszystko, dopóki rządzi PiS sprawa skoków jest nie do ruszenia, a potem może się okazać, że ślady zostaną skutecznie zatarte. Poprzedniemu rządowi i rządzącej partii zabrakło determinacji by oczyścić służby specjalne i rozliczyć szkodliwe dla państwa działania polityków. To ma swoje konsekwencje i będzie miało przez wiele następnych lat. Gdy zacząłem wcześniej przypominać „Dziwne przypadki Antoniego”, czyli historię obecności w polityce Antoniego Macierewicza, z kilku różnych źródeł napłynęły do mnie informacje, które tworzą dość logiczną sekwencję zdarzeń i zamieszanych w te zdarzenia ludzi. Nie jestem dziennikarzem, a już na pewno nie dziennikarzem śledczym. Nie mam za sobą dużej firmy roztaczającej ochronny parasol prawny. Zresztą żadnego parasola nie mam…
Dalsza część historii rozgrywającej się dziś w Polsce przypomina teorię spiskową. I ponieważ nie jestem w stanie zdobyć jednoznacznych dowodów, ani potwierdzić udziału pewnych osób, więc napiszę o tym jako o teorii spiskowej właśnie…
Radosław Gruca pisze w „Fakcie”, że Macierewicz udzielił dostępu do tajemnic państwowych Jackowi Kotasowi – menedżerowi spółek Grupy Radius, których udziałowcy powiązani są z rosyjskim KGB i mafią.
Kotas jest teraz prezesem fundacji NCSS, z której wywodzą się najbliżsi współpracownicy Macierewicza (m.in. płk Krzysztof Gaj, który publicznie popiera Putina).
„Fakt” to popularny dziennik i portal zaliczany do tabloidów, ale autor bardzo dokładnie przygotował tekst. Miesiącami zdobywał niezbędne dowody. Zresztą, sam Kotas przyznaje, że od wielu lat utrzymuje bliskie relacje zawodowo-biznesowe z Robertem Sz., udziałowcem Firmy R. A ten z kolei przez lata utrzymywał takie relacje z ludźmi władzy w Rosji… Pisanie o tym, z kim powiązany jest Robert Sz. w Rosji, może grozić betonowymi butami, więc nikt się specjalnie nie kwapi. Formalnie ten człowiek jest jedynie prokurentem firmy, a w praktyce jego możliwości są nieograniczone biznesowo i politycznie. Wiadomo, że są pewne grupy, które mogą niewygodnych dziennikarzy nękać, wytaczać procesy, używać tajnych służb do zastraszania, ale są i takie, które załatwiają swoje problemy w całkiem inny sposób.

Dyrektorem Narodowego Centrum Kryptologii jest od roku Tomasz Mikołajewski. To jedno z najważniejszych stanowisk związanych z bezpieczeństwem państwa, pełni osoba, której służby nie chcą przyznać poświadczenia bezpieczeństwa, umożliwiającego dostęp do informacji ściśle tajnych. („Fakt”)

Tymczasem także Tomasz Mikołajewski, protegowany Piotra Naimskiego, jest według niektórych dziennikarzy bardzo podejrzanym osobnikiem z bardzo podejrzanymi powiązaniami. A wszystko to prostą drogą zmierza do tsunami w polskiej polityce, jakim była afera podsłuchowa.

Nie wiem, jakim alfabetem jest pisany ten scenariusz. (Donald Tusk)

Zdaje się, że Tusk nie bez powodu wyraził swe obawy co do możliwości zaangażowania obcych służb. Mamy sytuację bliźniaczo podobną jak w przypadku afery Amber Gold. Dziś zapadł wyrok w aferze podsłuchowej. Za sprawcę i kierownika afery uznano Marka Falentę – biznesmena, a sąd uważa, że motywy był wyłącznie finansowe. Jednym słowem przez rok czasu dwóch kelnerów, będących na usługach takiego sobie biznesmena, podsłuchiwało w kilku różnych lokalach polityków i biznesmenów, zdecydowanie omijając możliwości nagrania jakiegokolwiek polityka PiS. Taaa… to bardzo prawdopodobne…

W aktach śledztwa znaleźliśmy wniosek szefa CBA Pawła Wojtunika, który chciał, by prokuratura przesłuchała Martina Bożka. Bożek to działacz PiS, ale też był wiceszefem CBA za czasów Mariusza Kamińskiego (założyciela CBA, dziś wiceprezesa PiS). W czasach rządów PiS likwidował WSI z Macierewiczem, a dziś jest doradcą PiS do spraw służb specjalnych.
Wojtunik chciał, by prokuratura zbadała relacje Bożka z Markiem Falentą, głównym oskarżonym w aferze podsłuchowej, oraz dwoma oficerami ABW i jednym z CBA. (Gazeta Wyborcza)

Jeśli spojrzeć na sprawę syntetycznie, to w tym kontekście powstają dwie teorie. Jedna wskazuje, że podsłuchy były inspirowane przez rosyjską mafię, a Falenta był jedynie pionkiem na najniższym szczeblu tej drabiny. Są też pewne ślady, które prowadzą jeszcze dalej. Rosyjska mafia jest często „bezpiecznym” podwykonawcą dla FSB, dzięki czemu rosyjskie służby nie muszą sobie w razie problemów bezpośrednio brudzić rąk. Drugi ślad wiedzie do wewnętrznej siatki funkcjonariuszy popierających PiS, a którzy przez osiem lat działali nieoficjalnie w CBA i ABW. Trudno się spierać, która z tych teorii jest bardziej prawdopodobna. Obydwie jednak każą się zastanowić, nad tym, co mieliśmy tak naprawdę do powiedzenia podczas ostatnich wyborów, a co gorsza jakimi możliwościami dysponuje PiS, obojętnie, czy ma mocodawców w Rosji, czy ma własne tajne zaplecze.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.

2 Komentarze

  1. Jeżeli w tym jest choć tyle prawdy, na ile wygląda, to znaczy, że PiS oddawał nas pod kontrolę Putina od początku swego trwania. A niepodległa Polska to dziś fantastyka zgoła nienaukowa.

  2. A teraz jeszcze zapłacono spory haracz Czartoryskiemu, który nawet po polsku nie mówi, za obraz, który i tak musi być w Polsce i bez zgody władz nie może opuścić kraju i nie można go sprzedać.

Komentowanie jest wyłączone.