Gollum

REKLAMA

Witam serdecznie w kolejnej odsłonie tego, co w zamierzeniu miało być lekkim i zabawnym wodewilem, ale na skutek uporczywości otaczającego nas szaleństwa stało się męczącym i doprowadzającym do rozpaczy bredzeniem pijanego wariata.
Cóż, kraju urodzenia się nie wybiera, znośmy za błogosławieństwami także przekleństwa i bawmy się, bo – o nieśmiertelna ironio tego cytatu – nie wiadomo, czy świat potrwa jeszcze dwa tygodnie…
Dziś ten coraz bardziej przygnębiający program narodowych wygłupów na siłę odśpiewa wam tak zwany „Trybunał Konstytucyjny”. Ta markowa trupa znana jest z tego, że śpiewa, jak jej zagrają. Jak z nut, choć i tak słychać fałsz. No – nie można mieć przecież wszystkiego! Madame et Messieurs, Donne e Madonne, Леди и джентльмены, Señores, señoras y señoritas!

Oto:

Śpiewogra LV
pt.: Symetryści

 

Gdy się atmosfera mocno zanieczyści,
Kryzys rośnie w oczach, idzie burza nagła,
Wypełzają z kątków mętni symetryści,
By uśmierzyć swe lęki odważaniem diabła.

Ze swadą rozbawioną będą wytykali,
Że kilogram pierza, co jasne na stówkę,
Waży tyle samo, co kilogram stali,
A więc oba chętnie przyjąć chcą na główkę.

Figlarnym intelektem będą pogardzali
Naiwniakiem biednym bez takowych środków,
Który nie wyłapie subtelnych detali,
Iże prawda, jak zwykle, wala się pośrodku.

Nie trafia do prostaczka ten to pyszny żarcik,
Że, panie, wszyscy kradną – co więc za różnica?
Że wszyscy oni przecież siebie i tak warci,
Ci przynajmniej się dzielą. W rozsądnych granicach.

Wyższości tych poglądów wydatnie dowodzi
Ten cynizm przewrotny o smaku ambicji;
Tym bardziej, że wspomnieć i o tym nie szkodzi,
Iż zacnie jest wyrosły z odwiecznej tradycji.

Rządy Kiereńskiego takie nieudolne!
Socjaliści nie lepsi, drepczą po próżnicy,
Skoro wszystko pies jeden, a dusze my wolne,
Niechże wreszcie się sprawdzą też i bolszewicy!

Republika Weimarska głupich profesorów,
Wszyscy siebie warci, złodzieje siarczyści!
Skoro wolne wybory, dość w narodzie sporów:
Niechże teraz swe kunszta pokażą naziści!

Izba podkuchenna z trybunału teraz…
…a Kwaśniewski wypić lubił na cmentarzu!
Tyran swoją władzę już w przemoc ubiera,
Ale ważne, co lekarz ukrywa w garażu…

Pisuar przepełniony rzyga propagandą,
Spienionymi kłamstwami – że to jest publiczny:
Ale, posłuchajcie, skandal był z tą Jandą!
I on nam przykryje powrót ZOMO śliczny.

Państwo przepisane majątkiem na żony…
…a Nowak zabunkrował od żony zegarek!
Na miliardy skarb państwa w oczy gołocony:
Przecież to podobne, oko mrużąc w miarę?

Konstytucja gwałcona, mafia kraju stróżem,
Rozpieprzone armia, budżet, dyplomacja,
Ale wcześniej dziadek w Wehrmachtu mundurze!
Ale ośmiorniczki jedli w restauracjach!

Służba zdrowia w gruzach, naród podzielony;
Łgarstwa są prawdami, a z bezprawia prawa,
Na Unię Europejską smród onuc szalony:
Lecz Wałęsa podpisał – sprzed półwiecza sprawa!

Kredką symetryści rumienią, to bledną,
Bardzo symetrycznie chcą odmierzać gówno,
Ale tu z symetrii zajdzie tylko jedno:
Że wszyscy po dupie dostaniemy równo!

KURTYNA

Mam nadzieję, że jesteście choć trochę uspokojeni. Wszak nic się nie dzieje. Zawsze tak było. Wszyscy są siebie warci. Na co to się denerwować. A zatem, w nastroju lekko różowawym, wejdźmy w tęcz… oż kurdę. Nie w tęczę. Co za ideologicznie zboczony pomysł! W co innego wejdźmy. W coś budzącego nagłą falę witalności i patriotyzmu! Najlepiej w:

 

Śpiewogrę LVI
pt.: „Ani guzika”

Występują:
A – dziennikarz „telewizji niepokornej”;
B – drużynowy pułkownik Wojsk Ochrony Terytorialnej,

A: Alan Romeiro, Telewizja Prawicowo – Katolicko – Republikańska. Rozmawiamy z drużynowym pułkownikiem WOT, Januszem Korab – Kluską. Witam pana, panie drużynowy.
B: Pułkowniku.
A: Eee… tak?
B: Nie pan, ale ja.
A: A tak, tak, panie pułkowniku.
B: No.
A: Poprosiłem pana o rozmowę w związku z sytuacją, jaka się nam ostatnio zarysowała na wschod…
B: Wschodniej flance.
A: Czym?
B: Flance, panie redaktorze. My, fachowcy, mamy taki swój żargon. Znamy się po prostu. Na przykład na czołgi mówimy „szprotki”, wie pan.
A: A to ciekawe. A skąd taki termin?
B: Nie wiem. Mówię tak ja i dwóch kolegów z WOT, a w końcu jesteśmy profesjonalistami. Wie pan, robota wojskowa, to nie przelewki. Znać się trzeba. W tej sytuacji…
A: No właśnie. Groźby Putina, koncentracja wojsk na Krymie, kolejne incydenty z przechwytywaniem samolotów NATO…
B: Jesteśmy na to przygotowani. Nie mogę zdradzić wszystkich szczegółów, ale jesteśmy zawsze o krok do przodu, a do Putina, to nawet dwa. Czyli razem trzy.
A: Czyli będziecie bronić granic razem z regularną armią?
B: Pan stara się mnie obrazić?
A: Ale, że co?
B: To MY jesteśmy legularną armią. Ta zawodowa wciąż przesączona jest byłymi agentami WSI, PO i Tuska.
A: Czuj duch, he, he.
B: Coś pana bawi? Niepotrzebnie. My nie tylko jesteśmy w stanie bronić granic – my możemy nawet atakować. Dwie armie, piętnaście dywizji i czterystu kapelanów – mówi to panu coś?
A: Fiu, fiu… faktycznie… ale co ze sprzętem?
B: Po pierwsze: morale. Żołnierskie morale. Różaniec, capstrzyk z czytaniem „Gazety Polskiej”, „Dziennik tel… Wiadomości”, znaczy, co wieczór i apele odczytywane przez Antoniego Macierewicza. Sprzęt rzecz nabyta. Zresztą i ze sprzętem nieźle jest. Lada dzień pojawią się zamówione przez Antoniego śmigłowce, a w Rzeszowie już powstają pierwsze okręty podwodne ze swoimi śmigłowcami, ale to na razie tajemnica wojskowa, więc pan nie mówi.
A: Ale my w telewizji jesteśmy!
B: Ujć. A ile to nas ludzi ogląda?
A: No na pewno moja babcia. W Internecie było ostatnio w pierwszą godzinę pięć odsłon!
B: Oj, niedobrze. To w razie czego, ja tego nie powiedziałem. Sadzimy też brzozy.
A: Co?
B: Brzozy. I oklejamy wybuchowymi paskami dziewięć na dziesięć centymetrów. Zabójcza broń na samoloty, wiesz pan.
A: A co z wojną hybrydową?
B: Z czym?
A: No, cyfrowe techniki walki, dezinformacja w Internecie, wywiad, kontrwywiad…
B: Aaaa, to! Jest, jak najbardziej jest. Nie chwalę się, redaktorze, ale miałem kiedyś Commodore C64, a to nie była pierwsza lepsza maszyna! Co to ja… mój siostrzeniec dobry w te klocki jest. Robią razem ćwiczenia, na poligon przenoszą, COD się to nazywa, czy jakoś tak. Niezły jest, tylko za każdym razem ze szkoły trzeba zwalniać. Ostatnio łatwiej, bo jest z poligonu łączność i nadal siedzi w klasie online.
A: A wywiad?
B: Tu nie trzeba wyważać otwartych drzwi. Co najlepsze, już wymyślono. Korzystamy ze starych, dobrych, harcerskich rozwiązań. Podchody, wie pan, na przykład.
A: To piękne. Patriotyczne. Narodowe. Cudowne. Stanica, watra! Wy obrońcy polskości, ognisko, stara żołnierska pieśń, stóg siana ze świętego zboża wyhodowanego na naszej świętej ziemi, w niedalekim stawie kumkają żaby w poczuciu bezpieczeństwa przed zalewem germańskiego najeźdź…
B: A to, to nie.
A: Że co nie?
B: Ten staw.
A: A czemu?
B: Widzisz pan, jak się jest w podkolanówkach, to strasznie komary w łydy napierdalają.

KURTYNA

 

 

Tak, obywatelu generale. Tak, obywatelu ministrze. Rebus jest! Przeszedł przez drobiazgowe sito cenzury Kurskiego z Olechowskim, rozmazano go na wizji, dwa razy zwolniono i przywrócono do pracy, przysiadła go dupą Holecka – ale jest! Jest! Przetrwał!

 

Odpowiedź? O jakiego to światłego ministra chodzi?
Nagroda dla odgadujących jak zwykle niebagatelna (a co? Stać nas!) To drobina świętej ziemi z nadkola limuzyny Zbawcy Narodu.
Odbiór w budynku TVP. Pytać o Kammela, albo Jakimowicza.
UWAGA! Młode kobiety: prosić o Kammela, co tam kusić licho…

Rozbawieni? Wiem, wiem, umiarkowanie… Aby zatem dobić przysłowiowy gwóźdź do trumny (uwielbiam ten błąd – nie ma takiego przysłowia) – proponuję clou programu, czyli – tamdaradam – wstrząsającą legendę z obcych języków, oderwanie się od ponurej rzeczywistości w stylu fantasy. Oderwijmy się od tej ponurej, krajowej rzeczywistości! Enjoy!

Gollum

 

Ludność hobbicka niezbyt wesoła,
Choć jej radosna ponoć natura
W uroczych gródkach, słonecznych siołach…
…bo rządzi ludkiem wściekłość ponura.

Toczą spod byka krwawymi oczy:
Czyja to wina, czyje zakusy,
Że im się życie pod górkę toczy,
Że to nie dla nich obce luksusy?!

To żółć ich gorzka zalewa,
Skarbu ludzie żądają prości;
Tak się zemsty strasznej zachciewa!
Słodkiej, tajonej radości…

We własnym kraju zbierają w tyłek.
Winni? Historia, Żydzi z Niemcami,
Caryca, sąsiad, reżimy byłe,
Nigdy, przenigdy zaś oni sami.

Żadna się praca im nie opłaca,
Pod zaborami jęczą niemocy;
Jak ryk pijany bez przerwy wraca,
Że nie udzielił znów ktoś pomocy.

To żółć ich gorzka zalewa,
Skarbu ludzie żądają prości;
Tak się zemsty strasznej zachciewa!
Słodkiej, tajonej radości…

Złodziejski etos, cwaniactwa podziw,
Jak tu zarobić a nie narobić,
Samemu tonąć, lecz innym szkodzić,
Pretensje włosem na cząstki drobić.

Gdy który w górę tylko wypłynie,
Fuksem, przypadkiem, intrygi smrodem,
Chapie dla kraju przecież jedynie,
Nim się połapią, że jest Nikodem…

To żółć ich gorzka zalewa,
Skarbu ludzie żądają prości;
Tak się zemsty strasznej zachciewa!
Słodkiej, tajonej radości…

Państwo? Kto inny jutro posiędzie,
Więc do obrzygu garnąć pod siebie.
A może wcale jutra nie będzie?
Kłamstwo, nepotyzm, korupcja, debet.

Mówią biskupi i politycy,
Żeśmy najlepsi są chrześcijanie;
Chrystus narodów my, męczennicy –
Lecz kiedy wreszcie to zmartwychwstanie?!

To żółć ich gorzka zalewa,
Skarbu ludzie żądają prości;
Tak się zemsty strasznej zachciewa!
Słodkiej, tajonej radości…

Powołujemy się na krew dziadów,
Każdy z bliznami się nosi waszeć;
Kibel wciąż cieknie przez moc układów,
A rany dawne i krwie nie nasze!

Nie damy pogrześć i plwał nie będzie!
Skąd się naokół nędza znów wzięła?
Znajdźmy winnego: tylu ich wszędzie,
Ona nie zginie, wszak nie zginęła.

TO ŻÓŁĆ ICH GORZKA ZALEWA,
SKARBU LUDZIE ŻĄDAJĄ PROŚCI;
TAK SIĘ ZEMSTY STRASZNEJ ZACHCIEWA!
SŁODKIEJ, TAJONEJ RADOŚCI…

Na to nadchodzi cały na biało
Ten, co przytula, docenia, głaszcze,
Krzyczy, że owszem, się należało,
Wroga bezwzględnym przekleństwem chlaszcze.

Schlebia, uwodzi, sytością mami,
Prymat łatwizny nad pracą wnosi,
Lecz, co ważniejsze – złości aksamit,
Zemstę nareszcie słodką przynosi.

My precious… to mój wyśniony…
Mój ssskarb, on mi dogadza,
Nim zemsta, wróg pokorzony.
Jedyne, czego chcę! Władzsssa…

Na tych, co uczyć się im zachciało,
Na pracowitych, mądrych, zaradnych,
Co na rozwoju im zależało:
Przez nich kochany wyborca stratny!

Na profesurę, sędziów, lekarzy,
Na to lewactwo podle ukryte,
Na przedsiębiorców, sztuk luminarzy,
Na wykształciuchy nieprzyzwoite.

My precious… to mój wyśniony…
Mój ssskarb, on mi dogadza,
Nim zemsta, wróg pokorzony.
Jedyne, czego chcę! Władzsssa…

„Z tą patologią czas się policzyć:
Wszystko esbecy i komuniści!”
Odważnych teraz wprost się nie zliczy:
Po ćwierci wieku rycerze czyści.

A skoro tylu chce naszej zguby,
Ja dam wam godność, dam wam pieniądze,
Wy mi zaś władzę, mój konik luby,
A ja już w zamian wszystkich urządzę!

My precious… to mój wyśniony…
Mój ssskarb, on mi dogadza,
Nim zemsta, wróg pokorzony.
Jedyne, czego chcę! Władzsssa…

I pośród fanfar i surm trąbionych,
Pośród oparów szaleństwa złości,
„Zamachów”, spisków i dub smalonych
Zrzekli się prawa, sprawiedliwości.

Oddali władzę zwykłym bandytom,
Których nie mierzi łgać prosto w oczy,
Moralnym zerom i hipokrytom,
Co na swój obraz chcą kraj utoczyć.

My precious… to mój wyśniony…
Mój ssskarb, on mi dogadza,
Nim zemsta, wróg pokorzony.
Jedyne, czego chcę! Władzsssa…

A ON chciał władzy i dostał władzę.
No! Wreszcie władzę mu się dostało!
Ileż w ćwierć wieku nasnuł zasadzek!
Ale tej władzy coś ciągle mało…

Trzeba otoczyć się miernotami,
Co chętnie każdą etykę złamią;
Trzymać hakami, stanowiskami,
Wikłać w przestępstwa, folgować draniom.

My precious… to mój wyśniony…
Mój ssskarb, on mi dogadza,
Nim zemsta, wróg pokorzony.
Jedyne, czego chcę! Władzsssa…

A w zamian władza, władzuchna, władka,
Za lata świństew, gnidość wytrwałą;
Każda jej kropla, by do ostatka,
I ciągle mało! Ciągle za mało!

Ciągle przez palce ssskarb ten przecieka,
Naród na baczność cały nie stoi,
Władza, choć w ręku, ciągle ucieka,
Póki choć jeden, co się nie boi.

My precious… to mój wyśniony…
Mój ssskarb, on mi dogadza,
Nim zemsta, wróg pokorzony.
Jedyne, czego chcę! Władzsssa…

A zatem władza, byle calutka!
Tylko jej pełnia tę duszę zbawi;
Nie czas się pieścić, myśleć o skutkach,
Wszystko się potem jakoś naprawi.

Już ma trybunał, prokuraturę;
Służby, policję, prezydencika,
Już ma i sądy nawet niektóre,
Wszędy wepchnięta bezwolna klika.

My precious… to mój wyśniony…
Mój ssskarb, on mi dogadza,
Nim zemsta, wróg pokorzony.
Jedyne, czego chcę! Władzsssa…

Może drwić z ludzi, tyle ma mocy:
Od szkół ministrem zrobi ciemniaka,
Da wariatowi wojsko po nocy,
Na praw rzecznika chce partyjniaka.

Co miesiąc może w obłędzie boskiem,
Jak Kaligula z pompą wspaniałą,
Popędzić kukły swoje krakowskiem,
Lecz ciągle mało! Władzy za mało!

MY PRECIOUS… TO MÓJ WYŚNIONY…
MÓJ SSSKARB, ON MI DOGADZA,
NIM ZEMSTA, WRÓG POKORZONY.
JEDYNE, CZEGO CHCĘ! WŁADZSSSA…

Ze wschodu patrzy oko Saurona,
Tworzą kolejne się orków armie,
Głucho grzmi wola złości skupiona,
Bo większą nędzę zemstą ogarnie.

Wciąż bardziej głodna, cierpliwość traci,
Tam większa bestia władzy spragniona,
Gdy trzeba będzie, więcej zapłaci,
Wiele obieca sługom Saurona…

SKARB MY MIELIŚMY, LECZ PRZEPADŁ,
Z GŁUPOTY NASZEJ I ZŁOŚCI,
ZNÓW ZAMIAST FLAGI JEST KREPA,
ZNÓW CHCEMY TYLKO… wolności…

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.