Koszmar senny

REKLAMA

 

Dzisiejszy program drżącym od patriotyzmu, aliści krzepkim głosem wyśpiewa nam Pani Joanna W. z Mielna. Oprócz pewnego libretta, które w ramach eksperymentu zaśpiewam osobiście, mierząc poziom estetycznego bólu, jaki mógłby być dla słuchaczy do uniesienia. Po szczegóły zapraszam na koniec:)
A zatem:

ŚPIEWOGRA XXXVII
pt.: „Ład i porządek”

 

Rozmowa z Januszem Malinowskim, wiceministrem tego i owego:

Występują:
Dziennikarz – (D)
Wiceminister Janusz – (J)

J: Nie wolno pozwolić na to, aby ani jedno euro zostało odebrane Polsce, polskim samorządom, jakimkolwiek polskim instytucjom za to, że przestrzegamy prawa, za to, że mówimy „nie” ideologii LGBT, za to, że chronimy polską rodzinę.
Polska powinna być przede wszystkim strefą wolną od ideologii LGBT. Powinniśmy przyjąć ustawę, która zakazuje finansowania ze środków publicznych, czy na szczeblu rządowym, samorządowym, jakichkolwiek działań organizacji, które mają wprost zapisane promowanie LGBT.

D: No dobrze, a w jaki sposób chce pan, aby do tych stref nie trafiały osoby z organizacji LGBT?

J: To jest bardzo proste, panie redaktorze. Odpowiednie rozwiązania zresztą już istnieją. Można by takie osoby zmusić np. do noszenia naszytych różowych trójkątów, rombów albo czegoś takiego. Zresztą, w celu chronienia polskiej rodziny – a, jak się pan pewnie zgodzi, cel to szczytny i najważniejszy – można by też pokusić się o rozbudowanie tego systemu. Na przykład żółte kółko – lewak, zielony pasek na czole – sympatyk PO, czarny kwadrat – nieuczestniczący w obowiązkowych mszach świętych. Kto wie, czy niecelowym byłoby zaprowadzenie kartoteki takich degeneracyjnych elementów i wytatuowanie im numeru z akt na nadgarstkach. Naprawdę, jest wiele możliwości zapanowania nad grożącym nam zepsuciem, nie wyważajmy otwartych drzwi, wystarczy skorzystać ze sprawdzonych rozwiązań. I wie pan, to już prywatnie – jestem głęboko przekonany, że taką strefą powinna być cała Polska, a Unii nic do tego. Wara od tradycyjnych wartości!

KURTYNA

 

ŚPIEWOGRA XXXVIII
pt. „Górniku, czy ci nie żal”
(wykonywać na melodię „Góralu, czy ci nie żal”, ale w miarę możliwości poprawnie, a nie tak jak ja)

Dzięki staraniom niezłomnych reporterów udało mi się wejść w posiadanie fragmentu libretta nowej opery narodowej, finansowanej przez osiem fundacji narodowych na wyraźne łaknienie narodu. Zanim jednak opera zostanie wykonana na słynnym jachcie sławiącym imię Rzeczypospolitej Wolskiej po morzach i oceanach, pozwolę sobie na pewną niedyskrecję i odśpiewanie pozyskanego fragmentu.
Uwaga!
Osoby wrażliwe muzycznie proszę o dogłębny namysł przed wysłuchaniem wersji dźwiękowej, do której prowadzi następujący link:

https://www.youtube.com/channel/UC2gxsaCvsfxm5LKLCctrb4A

Tyś złoto fedrował dzielnie,
Na sto lat jego być miało;
Ale, że już po wyborach,
Jarkowi się odwidziało.

Górniku, czy ci nie żal?
Górniku, na grubę wal!

Och, Andżej bajkę ci sprzedał,
Dla chleba, chłopie, dla chleba.
I od Kacperka ten drugi,
Co zyski ma, gdy ty długi.

Górniku, czy ci nie żal?
W dwie dudy zadmij więc w dal!

Gdy wejrzysz na Śląsk w kominy –
Co może wstrzymać z nich dymy?
Biedaku, nic nie przetrzyma,
Do ciebie ślą już Sasina…

Górniku, choćbyś jak stal,
Górniku – nie będzie bal!

Tupolew runął, wybory,
Więc teraz tobie jest skory,
Dopomóc minister Sasin,
On tobie opony zgasi.

Górniku, zatem bez stresu!
Gwarancją Sasin sukcesu!

Już po wyborach, cne ludzie,
Więc mają was znowu w dudzie;
Ode Putina strony
Wesoło się toczą wagony!

Górniku, rzekę nochmal:
Ty ruskim już węglem pal!
Górniku, rzeknę nochmal:
Ty ruskim węglem już pal…

KURTYNA

 

A teraz z zupełnie tej samej beczki. Wedle naszej nowej świeckiej tradycji, niemal tak powabnej, jak pompatyczne powtórne śluby ze znakiem jakości Łagiewnik, prezentuję oto następny rebus:

Kto zgadł? No kto?
Jest! I pan i pan i pani!
A zatem nagrody!
Bon turystyczny do Łagiewnik, a w jego cenie dwa unieważnienia małżeństwa w cenie jednego plus ślub w sanktuarium za 99 procent ceny! Nagroda do odebrania w miejscowej kurii po okazaniu świadectwa chrztu i zaświadczenia z komisariatu o obrzydzeniu do tęczy. Odbiór na hasło: „Żyrafy wchodzą do lawendowej szafy”.

 

I nareszcie długo odwlekane clou programu, czyli ballada retrospektywno – impulsywna pt.:

Koszmar senny

 

Siedzę w czytelni biblioteki,
Piętrzą się wokół starych pism teki:
Truchła historii, kurz, aż niemiło,
Cmentarze tego, co ważnym było.

Czar jakiś dziwny te tomy mają,
Powieki same mi opadają,
To kołysanka jakby z oddali,
Czym to zaś ludzie się podniecali…

A to kawiarnia, siwy dym wkoło,
Wąsacze w swetrach – jak im wesoło!
Szklanki w koszyczkach, znajome kąty…
Toż jestem w roku dziewięćdziesiątym!

Kuroń na boczku coś sobie łyka,
Michnik coś za to o robotnikach.
To u Kuronia chyba nie zupa,
Gdzieś Anastazji mignęła… twarz.

Kłóci Lityński się z Mazowieckim,
Niezabitowskiej wzorzyste kiecki,
Antoni w teczkach sobie rysuje,
A Pałubicki z boczku filuje.

Bardzo z początku się zastrachałem
I mówiąc, nieco się zacinałem,
O co nietrudno wszak przy Michniku,
Autorytecie wśród robotników.

Tylu tu było koryfeuszy,
Że aż poczułem, że ciut mnie suszy,
Wziąłem herbatki łyk od Kuronia,
Bo jak już spadać, to chociaż z konia:

„Słuchajcie, drodzy styropianowcy
Z „Solidarności”, i wy, KORowcy;
Wiem, że to w pale wprost się nie mieści,
Ale cofnąłem się lat trzydzieści,

No to korzystam, skoro tak wyszło,
Chętnie opowiem, co niesie przyszłość.
Jakiś pożytek będzie, gdy raczej
Poprowadzicie sprawy inaczej”

Antoni krzyczy: „To jakiś wariat!
Niech ktoś zadzwoni na komisariat!”
Hall na to jęczy zaś flegmatycznie:
„Dajcie mu mówić, będzie komicznie”

A ja im na to, że straszne rzeczy,
Rzeczpospolita się nam niweczy,
Poprzez działania Ziobry ponure,
Od kiedy pożarł prokuraturę.

(„Ziobro?” – pytają w śmiechu chłopaki –
„A kto to niby znowu jest taki?”)

O figurantach, o konstytucji,
O politycznej miernot korupcji,
O telewizji, jak za „Szczepana”,
O trybunałach, sądach, organach.

O pedofilach, agitkach kleru
I o mieczykach znów z ONR-u;
O Piotrowiczu i pisich ściekach,
Które z Wałęsy robią esbeka

Co wygaduje imć Pietrzak dzielnie,
Tworząc z Rydzykiem głupot spółdzielnię;
Jakie na Niemców patrioty czułe,
I że nas mogą wypieprzyć z UE.

(Geremek z wolna fajeczkę wyjmie:
„A kto nas znowu do UE przyjmie?!”)

Ja za smartfona, bo jest mizeria.
Nie ma zasięgu, lecz jest bateria.
Tutaj, nie powiem, nieco zamarli,
W niemym zdziwieniu gęby otwarli…

Czując techniki nagłą przewagę,
Walę po oczach – mam już odwagę:
O katastrofie, o IPN-ie,
O Jannigerze, Glińskim, SN-ie

O instruktorze, Covidzie, Szumim;
Czuję, jak wściekłość mi w głowie szumi,
Wawelu, Lechu, Dudzie, Janowie –
Doprawdy, wściekłość szumi mi w głowie!

I o Sasinie, Kurskim, Jankowskim,
Rozwoju Radia Maryja boskim,
Wiecznych podziałach, rzece kalumnii,
Żeśmy z głupoty kołtuńskiej dumni.

Całe to śliczne wariactwo, mili,
Które ostatnio żeśmy przeżyli.
I, że ten obraz ściśle ponury,
Dla wodza, który chce dyktatury.

Który podstępem swą władzę ziścił,
Na zabobonach, na nienawiści;
Jednych przekupił, drudzy się boją:
Chcący – niechcący już za nim stoją.

Cisza zapadła, każdy wysłuchał,
Gdzieś pobrzękuje leniwie mucha.
Pyta się Michnik, bardziej przytomny:
„A k… k… kto dyk… dyktator ten wiarołomny?”

Że sytuacja jest nie do śmiechu,
Zbieram się w sobie – w jednym oddechu,
Nadal wzburzony nieco nad miarę
Rzucam w nich twardo: „No przecież Jarek!”

A jak poprzednio w ciszy zamarła,
Tak teraz sala „łacha rozdarła”.
Piszczą, spazmują, kwiczą, rechoczą,
Ślozy ciurkami z ocząt się toczą.

Cali czerwoni, bez tchu ze śmiechu,
Jeden nie może złapać oddechu;
Klepią się w plecy, niejeden smarka:
Aż mi się szkoda zrobiło Jarka…

Budzę się zimnym potem zalany,
Z niejasną myślą: „Co za bałwany…”
Choć sen – to nauka. Rzucę ją luźno:
Nie lekceważmy! Będzie za późno!

Acha, byłbym zapomniał przedstawić naszą śpiewaczkę, panią Joannę W. A oto i ona: sól tej chrześcijańskiej ziemi tak pięknie chronionej przez niezłomnych wiceministrów:

 

 

 

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.