Paaaanie, kto panu tak spieprzył?!

REKLAMA

Koooochani wyborcy! Ptynie wy nasze poniżej progu podatkowego! Słonka! Pieszczone misie-pysie (do wyniku wyborów).
Oto następna odsłona naszego ślicznego cyrku, tak błyskotliwego i lekkiego, że jak z pianki morskiej i ostrej mgły…
Dziś zaśpiewają nam chóry wdzięcznych frankowiczów: Duuuuuuda, Duuuuuda, to się uda!
How, how, how – haka, haka, haka!

(Z ostatniej chwili – zażegnano kryzys! W chórze zidentyfikowano tzw. „starego komucha” – jeden koleś, co kiedyś uczył się rosyjskiego, podzielił się jagodzianką. Dzięki czujności długopi… eeee… Prezydenta, usunięto postkomunistę! Wpieriod brat’cia!)

A nasz Słoneczko Drugi, orbitujący dzięki przyciąganiu pewnej Wielkiej Czarnej Dziury, jeździ po Polsce. Był już we wszystkich gminach, powiatach, krzakach, zakątkach i nawet chyba za moim zlewem.
A wszędzie witają go frenetyczne oklaski i występy wdzięcznego ludu, uskuteczniane na świeżo pomalowanej trawie!
Zespoły ludowe prześcigają się w zawodach, komu bardziej uda się pokazać, że nasza ta Duda!
Sami popatrzcie:

 

Śpiewogra XXIX
pt. „Danaż moja, dana!”

 

Witojcie Ondżeju w naszem winobraniu,
Momy Wos, jak Prezes, w wielkim powazaniu!

Oj dydyrydy!

Ludzisków z wdzięcności przyszła tutej kupa,
Prezes nam w czułości – wyśta jego Duda!

Uha, huha!

Jesteśta pyzaci i bardzo wymowni,
Prezes Wos szanujo, jak biskup Hołownię!

Usia, siusia!

A żeśta przybyli w nasze piękne strony,
Witomy serdecnie wkład i tusz cerwony!

Ołdidirydy!

KURTYNA

Czyż to nie budujące? Patriotyczne? Jedynie słuszne?
Ale nie, zawsze znajdą się malkontenci, zboczeńcy, zaplute karły reakcji! Co to nie widzą, jak jest pięknie! Co to hamują zdrowe siły narodu, plwają, odstają, zdradzają i nie są wdzięczni władzy prawdziwie ludowej!
Tym imperialistyczno-lewackim elementom mówimy stanowcze nie!
A że są zgniłą moralnie tkanką narodu, odszczepieńcami i elementem do usunięcia, to w pierwszym kroku potraktujmy ich językiem parlamentarnym. Na ostateczne rozwiązanie musi przyjść czas.

 

Śpiewogra XXX
Wielki Słownik Pislamszczyzny
wydanie LXVIII, poprawione

 

Hasło: Mowa parlamentarna.
dawn. mowa delikatna, dyplomatyczna, uległa i stosująca burżuazyjno – liberalne niuanse.
dziś: zdecydowana mowa jedynie słusznej racji. Męska emanacja patriotycznej spuścizny Wodza i Umiłowanego Przywódcy. Mówimy tak na tak, nie na nie. Odrzucamy plewy. Po pogardzie do chamskiej hołoty nas poznacie. Zdrowy trzon narodu. Przyszłość i piękne jutro. Kurwa, jak nie, jak tak.

KURTYNA

 

Bolączką naszych czasów jest krótka pamięć. Nieznajomość historii. Amnezja na Piotrowicza wyklęta.
Zatem prawie się obraziłem, że zdrowe siły narodu nie domagają się tego, co jeszcze tydzień temu było niepodważalną tradycją. Lecz cóż, nie mam złudzeń – uwielbienie dla umiłowanego przywódcy zajmuje tyle klastrów w mózgach, że na duperele nie starcza czasu…

Zatem przypominam i tłumaczę – I owszem: „Niech żyje nam towarzysz Jaro, co gardzi konstytucji szparą!”
Jednakże tradycyjny rebus też swoje znaczy!
A zatem, kogóż to, ach kogóż, którego tuza dzisiejszej brutalnej, męskiej polityki dotyczy poniższy rzewny obrazek?

 

Nagroda? A nie jestże dostateczną oglądanie uśmiechniętego oblicza wodza i umiłowanego przywódcy?!
Och wy, podli zwyrodnialcy i materialiści! No dobrze, zanim dotrzemy do ostatecznego etapu dobrej zmiany – rzuci się wam ten ochłap, jako zapowiedź lepszego, pisiego jutra – w którym nie będzie ubogich, co by nie chcieli chwalić wodza.
A otóż i olśniewająca nagroda: całoroczny bilet wstępu do Centralnego Portu Komunikacyjnego wraz z 50procentową zniżką na toalety w godzinach 00.26 – 1.15!
Zwycięzcom nagrodę dostarczy MS „Polski węgiel”, mierzeją, prościutko do Elbląga.
Tamże odbiór w towarzystwie najwyższego organu państwowego, orkiestr wojskowych i ludowych kapel.

A teraz, jak zwykle – choć pewnie traciliście już nadzieję – clou i gwóźdź programu pod tytułem:

Paaaanie, kto panu tak spieprzył?!*
(Poemat państwowotwórczy o pisich fachowcach)

 

Żadna to tajemnica, mówiąc między nami,
Są Polacy bez wątpień niezwykle zdolnymi;
Stoi zatem kraj cały mocno fachowcami,
Poza swoim zawodem niezwykle biegłymi.

Starczy wejść w internety, pod dowolny temat,
Aby stwierdzić z podziwem i rosnącą dumą:
W żadnym państwie ekspertów, ilu u nas, nie ma.
Można rzec: fachury tyralierą suną.

Piłka i polityka, aborcja, czakramy,
Naród wszystkowiedzący bodaj już od Gniezna;
My się bez wyjątku na tym wszystkim znamy,
Z tym jedynie wyjątkiem, że „somsiad” się nie zna.

Śpiewał Kofta z Friedmannem: zrobił Bóg, co w mocy,
Ale, bądźmy szczerzy – spieprzył też niemało:
Teraz trzeba fachowców wezwać do pomocy,
Bo natworzył gejów oraz liberałów.

A jak naród liczny, tak każdy fachowiec,
Od hal i połonin po wód słonych fale;
„Kto panu tak spaprał?!” jest pierwszym, co powie,
Bo wierni tradycji jesteśmy wytrwale.

Żyw w narodzie od dekad znajomy postulat,
Że czas na ekspertów wreszcie decyzyjnych,
Więc się wreszcie zebrał wiedzy ejakulat,
No i mamy członków fachowych partyjnych.

Kupa łebskich kolesi, cwaniaków nie lada,
Co to, wicie, z zawodu co najmniej „derektor”…
Tutaj damy jezioro, oczko też się nada.
Władza partii daje, rozumicie, wektor.

O małżeństwach i gejach żywo rozprawiają;
O prawie, moralności, lewactwie, dżenderach.
Rozwodnicy, kociarze – to chyba się znają?
Znowu od matury lepsza jest chęć szczera.

Tokują o religii i przyzwoitości,
Że „wystarczy nie kraść” tezy nam stawiają…
O! Już co do tego nie ma wątpliwości:
Na tym to najlepiej już się oni znają!

Biegli w określaniu, kto Polak, kto zdradza…
Wykrywaniu agentów. Poza szeregami.
W wyznaczaniu wyrzutków świetna jest ta władza.
Mają antenatów. Dwóch najmniej. Z wąsami.

Dobrze, że się znają. Wszak nie bez powodu
Gęsta sieć układów, to dla nich nie bujda.
Wyrzutkami dla nich trzy czwarte narodu,
Choć nie bardzo Kryże, Piotrowicz i Kujda.

Wzięli się za Polskę i jej „dobrą zmianę”,
Teraz chyba jasne, jak to się opłaca:
Eksperckie talenty Szydłem nadziergane,
Wciąż za mało biorą, tak cenna ich praca.

Jeżdżą bardzo szybko, lecz zawsze bezpiecznie.
Nie dziwi, że Janusz z Grażynką dziś wolą –
(Zwykle mieszczą się śmiało, planując skutecznie)-
Mieć los w godnych rękach – zawsze pod kontrolą.

Spójrzmy bez uprzedzeń na ich skromność, cnoty,
Niech złotymi zgłoski żądają uznania;
Wybierzmy choć odcinek tej dobrej roboty,
Bo całość „dobrej zmiany” nie do opisania!

**

Ze szczęką opadniętą życzmy sobie zatem,
By nas aktyw częstował fachowości kwiatem:
Transport się za Lecha w Mirosławcu spinał,
Takoż loty na Katyń ministra Sasina.

Wybuchy, parówki i hele z azotem
Pokazem eksperctwa niebywałym potem.
Odzyskanie BOR-u poszło wręcz bajecznie…
…tylko w Oświęcimiu jeździć niebezpiecznie.

Rzekłbyś: koneserzy z rozmachem i szykiem,
Jak tu malowniczo skasować znów brykę.
A u prezydenta zmienią tak opony,
Że Mirek z komisu byłby urzeczony.

Spółki obstawione przez ekspertów murem,
Ma partia fachowców od sprzątaczki w górę;
Oto pisia zmiana nowy cud nam płodzi:
Cudowne, że tak wielu z tak niewielu rodzin.

Jak ojczyzna kwitnie – nie mieści się w głowie!
Postęp pędzi niczem araby w Janowie!
Niesie wici rozwoju sieć drogich fundacji,
Edmundowi z Antkiem nie skąpiąc kolacji.

Państwo wciąż bogatsze, już to wiedzą w świecie.
Bo na jacht je stać już. A to luksus przecież.
Do sreber rodowych Wodzu się zachciało,
Kupić Damę z łasiczką – choć jeździła mało.

**

Wiedza jak złoto, gdy z doświadczenia wiedziona,
Ceniona w San Escobarze, na europejskich salonach;
1:27 moralne zwycięstwo stanowi:
Widomy tryumf fachowców – i to wbrew rodakowi!

Europa nam zazdrości, to stado przegrywów.
Zatkało ich dokumentnie. Na pewno z podziwu.
Aby ją oszałamiać, aby iść za ciosem,
Szczyt klimatyczny u nas. Zdobion węgla stosem.

Teraz już nas szanują, my wilki nad owce.
A kto wątpi – się wyśle nań Antka śmigłowce.
Możeśmy wojnę z Mosbacher na razie przegrali,
Ale za to Czechom kapliczkę wyrwali.

Coraz dalej oko drapieżne nam sięga,
Bo jest dwóch marszałków, lotników nie lada,
Niesie się po świecie chwała i potęga,
Po radomskich burdelach i wschodnich wywiadach.

**

Gospodarka też, mili, wszak niczego sobie,
Tu też zmiany rządzą – w takim to sposobie:
Ty jesteś fachman, ja fachura, bracie,
Czemu to się wstydzić, mając jedną macię?

Milion aut elektrycznych mierzeją spławiamy,
Stępkę zapasową do promu spawamy,
Od majątku państwa oddzielą się boscy,
Jak i od małżonek – Pinokio, Szumowscy…

Tu fantazja premiera fachowo rozliczna:
Ponoć polska powstaje agencja kosmiczna;
Co kierunkiem słusznym, kiedy się docenia,
Ile to w Kosmosie jeszcze do spieprzenia.

(Centralny Port Lotniczy i kosmiczne myki,
Ile Suskiemu bliżej będzie to do Afryki!)

Stać nas na mocarstwowość i na podbój Przestrzeni –
Szef NBP też ekspert i też się nie leni:
Człowiek zna się na rzeczy! Już ma nieprzebrane
Pryzmy i stosy gotówki świeżo wydrukowane.

A to przydać się może aktywom państwowym,
Pod zarządem Sasina, jak zwykle – fachowym.
Rył znajomym królika ktoś robotę krecią,
Że aktywów coś jakby mniej o jedną trzecią…

(Co o tyle dziwne, wierzcie mi, łaskawcy,
Że dziś przecież w spółkach rządzą sami znawcy)

Zapytacie: co gdyby eksperctwa w tej skali
Ci niewdzięczni wyborcy nie akceptowali?
Zapytacie: co jeśli w ciszy gabinetów
Skradzionego więcej będzie, niżeli budżetu?

A fe! Tu się wstydźcie! Bo wasze pytania
Dowodzą bolesnego braku zaufania;
I nie w uczciwość, czy tam w inne bzdury,
Ale że nie zadbali o swe konfitury.

Oj, nie doceniacie ich bystrości wcale:
Magistra już fachowca mają w trybunale;
Sąd Najwyższy kumpela Ziobry im ogarnie…
Wyście kompetencje ich widzieli marnie!

Ludzie małej wiary! Przecież zarządzają.
Fachowców, gdzie trzeba, z dawna utykają;
A kto nie docenia, jak to działa sprawnie,
Myli się komicznie i bardzo zabawnie.

Chętnie mu „qui pro quo” hecne uświadomi,
Zaciąg prokuratur, lub pałą kulsoni.
Ewolucja systemu skrupulanctwo zmniejsza,
Bo nareszcie od prawa słuszność jest ważniejsza.

(I możesz być pewien – ręczysz za to głową –
Że do władzy stosunek ocenią fachowo.)

Największy w górze fachura, znawca nad zbawcami,
Nie po to tak ułożył, planując latami,
By mu inteligenckie, podejrzane sorty,
Rozwalały przy pracy zbawienia retorty.

Stanowisk natworzył, omotał premiami,
Podprowadził pod kodeks, postraszył hakami;
Gromko krzycząc o wolność, do galer wnet przykuł
Wierną i sprzedajną armię niewolników.

Oni ci opowiedzą – trochę racji mają,
Jak to całe życie wodzu zawdzięczają;
Jakie to rozkosze słodkie są niewoli,
Kiedy pan i władca dorabiać pozwoli.

Oni ci przekręcą maski Antonowem,
Skądś respiratory, pińcet plusy nowe;
Wdzięczni swemu panu tulą wory szmalu –
Gdzieżby tyle zdobyć mogli „na legalu”?!

Zmienią kłamstwo w prawdę, a nienawiść w cnotę,
Nazwą „misją publiczną” szczucie i głupotę.
Fachowcy od słuszności władzy monopolu,
Równający wszy ludziom w deszczowym Opolu…

O wolności śpiewają – w zniewoleniu szczują,
Komu by ją zabrać, paluchem wskazują,
Tak profesjonalni w fachowym skundleniu.
Koncertowo łapiący, skąd wiatr. W upodleniu.

(Jak dawniej przed politrukiem w radio fala klęka,
Bo w tej pisiej „wolności” groźna i piosenka…)

Wielkie słowa, idee, podniosłe wartości;
Patrzcie jak pieje udatnie złodziej o uczciwości!
Oto znów na ekranach kraju sól i ozdoba:
Fachowo straszy gęba kołtuna i ksenofoba.

Zaufaj tym ekspertom, a łacno ci pokażą:
Nie ma takiego wstydu, w którym nas nie umażą.
Po to dziś używają bogate doświadczenie,
Aby jednym z najgłupszych zrobić to pokolenie.

Spuścizny to strażnicy, bo ją na wylot znają,
Zatem szalenie ekspercko lud z nią obznajamiają;
Uczeni to są w piśmie, więc ich świadomość wzrasta,
Że Chrystus byłby dzisiaj lewak i „tolerasta”.

Coś podejrzanie dużo do wrogów tam miłości,
Trzeba tę lekkomyślność wypalić aż do kości,
Za dużo subtelności i niebezpiecznych znaczeń…
Bo chrześcijaństwo owszem – atoli bez wypaczeń.

Czy przy takiej skali pisiej fachowości
Co do dalszych sukcesów macie wątpliwości?
Wszak naród silnie wierzący, to aksjomat stary…

**

Nie masz chyba na świecie tyle ślepej wiary…

 

 

*Wierszyk inspirowany artykułem Galopującego Majora dostępnym tu:
https://galopujacymajor.wordpress.com/2020/06/03/znaczy-ta-ekipa-serio-ma-wybudowac-centralny-port-komunikacyjny/

Haji, dzięki za link!

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie